Tomasz czyta: “David Boring” i “Stwórca”

Jeżeli zastanawialiście się, co ostatnio robi Tomek Pstrągowski (wiem, to idiotyczny wstęp, bo nawet moi rodzice nie zastanawiają się, co ostatnio robię), to Tomek po kilku miesiącach przerwy wrócił do czytania komiksów i ma dla was dwa naprawdę dobre tytuły do polecenia. Tytuły, które przy okazji całkiem ciekawie ze sobą kontrastują, więc polecać je będę w parze przy czym jeden polecę bardziej niż drugi.

Czytaj dalej >

Tomek czyta Wiedźmina

 

wiedzmin000

Więc, zainspirowany 162 godzinami w “Wiedźminie 3”, postanowiłem wrócić do prozy Sapkowskiego – sprawdzić, jak po tych 20 latach bronią się książki, które, było nie było, stworzyły nastoletniego Tomka w równym stopniu co DragonLance, Plaescape, pisanie emo-opowiadań, wina za 2,99 zł, glany noszone w środku lata i masturbacja przez łzy. Na pierwszy ogień poszły opowiadania, bo, jak mawiał Michał Piwowarczyk (taki mój ziom, nie kojarzycie): “Sapek najlepiej sprawdzał się w opowiadaniach”. Czytaj dalej >

Dumania nad planetą małp

Pamiętajcie. Są dobre małpy i złe małpy. Dobrzy ludzie i źli ludzie.

planetamalp2

“Rekiny zabijają rocznie kilkanaście osób” – myślę, gdy pierwsze małpy przemykają po ekranie. Dumne tak, jak dumni potrafią być tylko cyfrowe naczelne ery CGI i blue box. Niepokojąco podobne do żywych aktorów, z mordkami powykrzywianymi w grymasach odegranych przez Andy’ego Serkisa.

Czytaj dalej >

Bohaterowie i dziennikarze

“No więc przesłuchujemy świadków w komisariacie, a oni mówią, że Smark Boogie zawsze przyłączał się do gry, a potem uciekał z pulą, i w końcu mieli już tego dosyć. A ja zapytałem jednego z nich, wiesz, zapytałem go, dlaczego dopuszczali Smarka Boogie do gry skoro zawsze próbował uciec z pieniędzmi. Popatrzył na mnie naprawdę dziwnie a potem mówi: ‘Musieliśmy mu pozwolić grać… To jest Ameryka.'”

Obojętne ile razy oglądam jutubki z najlepszymi fragmentami “The Wire” – ten dialog zawsze mnie rozbrajał. Bo czy da się trafniej opisać to, co naiwni grafomani nazwali kiedyś “amerykańskim snem”, a co przerodziło się (przynajmniej w rozumieniu człowieka takiego, jak ja, który z Ameryką obcuje tylko dzięki popkulturze) w “amerykańskie rozczarowanie”? Dziś wiem, że David Simon nie wymyślił tej sceny. Ona wydarzyła się naprawdę, a dziennikarzowi z Baltimore opowiedział ją Terrence McLarney – cyniczny, uroczy policyjny geniusz, dowódca brygady w wydziale zabójstw policji w Baltimore.

Czytaj dalej >

Obojętne obrazki, czyli dlaczego “Transistor” tak bardzo rozczarowuje

Podstawowy problem “Transistor” polega na tym, że jest to gra o niczym. Nie dlatego, że brak jej przesłania – tej ładnej, mądrej lekcji, którą kończą się wszystkie bajki, a o której uczono nas w liceum – ale autentycznej treści. Czegoś, na czym można by zawiesić nie tylko oko czy ucho, ale i umysł. Czegoś, co pobudzałoby emocje, co wlazłoby odbiorcy do głowy i nie pozwoliło się wyrzucić. Ponad zwykłymi grzechami “Transistor” – niewciągającym, przekombinowanym systemem walki i nieumiejętnie poprowadzoną narracją – ciąży wina o wiele poważniejsza. I, niestety, niemożliwa do wybaczenia. To utwór pusty w środku. Wykalkulowany na proste zachwyty. Zdobywający serce gracza za pomocą graficzki i muzyczki, ale pozbawiony ambicji.

Czytaj dalej >