Odcinek specjalny – Niezatapialni i Masa Kultury obgadują “Life Is Strange”

W tym tygodniu niestety odcinka nie będzie – Domek się rozchorował, a Iga zwiedza świat (zła Iga, zła!). Mamy dla Was jednak odcinek specjalny, który nagrałem z Szymonem Adamusem z Masy Kultury. Jak na dwóch dorosłych mężczyzn przystało, zachwycamy się w nim gierką opowiadającą o wchodzącej w dorosłość nastolatce.

Do 10 minuty powstrzymujemy się od spoilerów, później mówimy otwarcie. W pewnym momencie opowiadam też zakończenie “The Last of Us” (można to przewinąć i nie stracić zbyt wiele z dyskusji), a z naszych słów można się domyślić sporo o “Gone Home”.

Szymon takie fajne wideo jeszcze zrobił:

Występują: Tomek, Szymon, Jack i Kate z “Lostów”

 

Muzyka w wejściówce:

“The Descent” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 3.0
http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • Szpieg_Z_Krainy_Deszczowców

    lubię jak krzyżujecie miecze

  • sajet1
  • Michał Bakuła

    Tęsknie za Igą:-(



    Dzięki za odcinek!

  • Chialdini18

    Świetnie, świetnie, wybornie! Dziękuję. “Life is strange” było niesamowicie wciągające. Utożsamiłem się z Jeffersonem.

    PYTANIE: Co uważacie o zbliżającej się premierze “Batman vs. Superman” DC?

    • Straaasznie czuć że gonią na siłę Marvela, a do tego Snyder nie jest moim zdaniem najlepszym wyborem do ciągnięcia takiego giganta. No ale ja się wychowałem na animowanym Gacku i Justice League, więc tak czy siak się cieszę 🙂

  • Baggs

    *Informacja z rodzaju badanie rynku*
    Przesłuchałem do końca, a nigdy nie grałem ani chwili w Life is strange. Proszę Was, nie bójcie się spoilerować na wizji 😛 zwłaszcza w takiej formie. Dla wrażliwych znalazło się z 15 minut, dla odważnych więcej. Myślę, że to sprawiedliwy podział.
    Zapewne zależy od rodzaju spoilerów, ale po przesłuchaniu tego odcinka, jak wcześniej ten tytuł mi zwisał, tak teraz jestem prawie pewien, że jak znajdę trochę czasu to z chęcią kupię i przejdę Life is strange.
    SPOKO ODCINEK, NAGRYWAJCIE DALEJ! 😀 (trochę dopingu, bo co jakiś czas narzekacie na małe wsparcie ze strony komentarzy)

  • CyberMat

    Do Life Is Strange wyszło dobre nieoficjalne spolszczenia od GrajPoPolsku.
    http://grajpopolsku.pl/downloads.php?download_id=389

    • Tomasz Pstrągowski

      Teraz to już za późno:(
      Ale dzięki, będę pamiętał na przyszłość.

  • Mr. Paw

    Cześć. Po przesłuchaniu tego odcinka pomyślałem, że pora zakończyć moją przerwę w komentowaniu i napiszę parę słów. Chciałem przede wszystkim podziękować Tomkowi za wysiłek i starania mające na celu utrzymanie podcastu i wydania kolejnego odcinka nawet w sytuacji gdy zostaje sam. My Wszyscy to wiemy, ale może ktoś trafi na te komentarze, nie wiedząc za wiele o Niezatapialnych (i Nieczystych). Tak więc niech wiadome będzie, że podcast Niezatapialni, tak jak wcześniejszy podcast jego twórców, Nieczyste Zagrywki, jest DOBRY. I wszelkie działania mające na celu przedłużanie jego istnienia też są DOBRE. Dlatego składam moje podziękowania dla całej ekipy, przy okazji wyróżniając Tomka (bo widać, że bardzo się stara), za to, że podcast istnieje, ma się dobrze i pomaga nam zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Chciałem także złożyć osobne podziękowania Idze, za to, że tak ładnie wypełniła lukę, która powstała, gdy Michał postanowił się rozmnażać. Domkowi też dziękuję – za to, że postanowił być miły dla wszystkich (nawet dla mniejszości etnicznych, co, jak wszyscy wiemy jest dla niego dużym wyzwaniem :).

    Co do odcinka, to uważam, że to ciekawe zjawisko – mam na myśli Life is Strange i inne podobne gry. To pokazuje, że tak jak do literatury zawitał postmodernizm, potem do kina i telewizji, tak teraz, w znaczeniu łamaniu konwencji i mieszania stylów, zawitał także do gier. Twórcy gier wiedzą, że przez język gry można w dojrzały i skuteczny sposób, bo angażujący gracza w cały proces w stopniu większym, niż czytanie lub oglądanie, opowiedzieć każdą historię. Zwrócić uwagę na każdy problem społeczny. Co ciekawe, społeczeństwo się zmieniło na tyle, że taki przekaz jest pożądany i będzie w przyszłości kształtował przyszłe pokolenia. I to fajnie, że jesteśmy tego świadkami. Pomyślcie, czy na początku lat 90-tych wraz z eksplozją powszechnego grania (PC, PS, Nintendo), czy nawet 10 lat później (PC – kiepskie czasy :P, PS2, XB, Nintendo) można było powiedzieć, że gry potrafią skutecznie opowiadać o problemach społecznych. Pozostając przy tym grami. Ja nie wiem, czy większość dziennikarzy piszących o grach zdaje sobie z tego sprawę, a co dopiero wyraźnie akcentuje to czytelnikom. Jesteśmy świadkami ewolucji gier i od Dooma i Kings Quest, przez Halo i Final Fantasy, doszliśmy do Gone Home i Life is Strange. Ktoś może powiedzieć “No chwileczkę, przecież właśnie ukazało się nowe Call of Duty. I jest takie jak kiedyś”. Ciągle najlepiej sprzedają się FPS-y, FIFA i Tomb Raider. Tak. To prawda. Ale dziś mamy wybór. A kiedyś go nie mieliśmy. Dlatego dziś gry są lepsze niż kiedyś. Bo się zmieniają, a nie pozostają w sztywnej konwencji jak przez ostatnie 20 lat. I fajnie, że w Niezatapialnych o tym mówicie.

    Dzięki.

  • Klavo

    Ciekawe czy popsułem sobie gre 🙂 słuchając całości nagrania.

    Zobaczymy!

    THX za odcinek

  • Mrkjad

    Poza tym, że najlepszy w LiS jest wątek obyczajowy to bardzo podobało mi się tez to, że pierwszy raz podczas grania mogłam się naprawdę identyfikować z bohaterką, bo sama byłam kiedyś nastolatką z nastoletnimi problemami, w artystycznej szkole, z najlepsza przyjaciółką itd.
    I to co najbardziej mnie poruszyło to scena rano, po włamaniu do szkoły jak obie tak sobie po prostu leżą i gadają i jak Max sobie gawędzi z matką Chloe przy śniadaniu – to prawdziwość i zwyczajność tej sceny mnie zachwyca a nie zwłoki i zagadki. Bardzo mocno widać, że LiS było pisane w większości przez kobiety.
    Bardzo mi się podoba, że mimo wątków krążących wokół nastolatek, lesbijek i sesji zdjęciowych sado/maso nie ma ani jednego zniżenia na tyłek, ani jednego cycka i ani jednej sceny girl on girl. Nie uważam, że takie sceny w ogóle nie powinny się w grach znajdować ale miło jak się raz, dla odmiany, nie znajdują.

  • pimpirimpi

    Zupełnie się z wami nie zgadzam. Wybrałem zakończenie w którym poświęcam Chloe i wydaje mi się ono mega zasadne. To był wybór między totalnym wyparciem rzeczywistości przez Max, która jest gotowa na wszystko żeby ocalić ukochaną. A pogodzeniem się z losem. Z wersji zakończenia którą wybrałem wynika piękny morał, że tak naprawdę nie możemy cofnąć czasu. Niektóre rzeczy w naszym życiu po prostu się zdarzają i nie mamy na nie wpływu. Chodzi o to żeby umieć się z nimi pogodzić i żyć dalej nie roztrząsając wciąż przeszłości.
    Tornado też było potrzebne. Inaczej była by to historia o dziewczynie ,która ratuje wszystkich, rozwiązuje kryminalną zagadkę a potem odjeżdża ze swoją ukochaną w świat i żyją sobie jak bogowie, nigdy nie popełniając błędu.

  • Krzysztof Ośmiałowski

    Żeby w ogóle przesłuchać odcinek, musiałem na szybko kupić Life is strange a następnie szybko się za nie wziąć, żeby w ogóle przesłuchać odcinek. Tym sposobem będę miał zaległy odcinek do momentu zakończenia gry. I co narobiliście? 😉
    PzdR

  • j_uk_dev

    @Tomku – kolejny raz namówiłeś mnie na jakąś grę 😀

    Jeszcze was nie odsłuchałem, bo dopiero co ukończyłem Life is Strange (5:22 rano ;)).

    SPOILERY BĘÐĄ!

    Mam kilka swoich spostrzerzeń. Jest to naprawdę kawał dobrze napisanej historii, ale tak jakby wszystko gdzieś już widziałem. Inspiracja “Butterfly Effect” (cofanie czasu, szczególnie za pomocą zdjęć) i Donnie Darko” (sprawa z tornadem i tworzeniem alternatywnych rzeczywistości) czy “Twin Peaks” (główny wątek poszukiwania Rachel Amber) litrami wylewa się z tej gry.Niektórzy wspominają też “The Faculty”, ale tego się nie dopatrzyłem. Ale to też i nie jest szczególna tajemnica, bo referencji popkulturowych nie brakuje (np. przed Two Whale Diner samochód z rejestracją DnneDko).

    Do pozytywów muszę zaliczyć świetnie napisane postacie. Jest ich dużo, ale każda gra jakąś rolę ( również jak w “Donnie Darko” 😉 ). Zwykle mam problem z tym, gdy gra zalewa mnie masą nowych imion. Robią to szczególnie RPGi, gdzie każdy NPC, nawet jeśli wypowiada jedną kwestię musi mieć imię z generatora. Tutaj z łatwością każda postać “wchodzi” do głowy, włącznie z Pompidou ( akurat SMS od niego był niezły ). Nikogo też nie można właściwie zaszufladkować jako złego czy dobrego ( może ostatecznie poza Jeffersonem – zresztą ta postać też jest strasznie podobna do nauczyciela z “Donnie Darko” ). Rehabilitacja takich postaci jak Victoria czy David wyszły naprawdę nieźle. Akurat główny plot twist dało się przewidzieć ( ten z Jeffersonem ), ale to niczego nie zepsuło. To, że coś jest przewidywalne, wcale nie znaczy, że jest złe.

    Trochę z epizodu na epizod mniej gry w grze było. Natomiast więcej oglądania, ale chyba taka natura tego typu gier. Pierwszy epizod był strasznie nudny. Reszta to nadrobiła i bawiłem się świetnie, aczkolwiek jakoś specjalnie emocjonalna ta gra nie była (te tłumy płaczących na końcu graczy – nie wiem, nie doświadczyłem :))

    Nie miałem problemu z graniem nastolatką. Tyle że ja nigdy nie utożsamiam się z postaciami, którymi gram i moje wybory bardziej polegały nie na tym, co ja bym zrobił, ale na tym, co wydaje mi się, że bohaterka by zrobiła.

    Na koniec poświęciłem Chloe. Myślę, że to akurat jedyna sensowna decyzja, bo oznacza tyle, że lepiej nie manipulować czasem, bo można więcej zepsuć niż naprawić. Trochę”cliche”, no ale nie spodziewałem się innego morału z tej bajki 🙂

    • j_uk_dev

      W końcu przesłuchałem 🙂 Sporo rzeczy jest, z którymi się zgadzam i z którymi się nie zgadzam, ale po kolei 🙂

      – Końcowy wybór nie jest taki oczywisty. Zgadzam się, że miasto jako miasto nie ma samo w sobie osobowości i możliwe, że dla niektórych wybór poświęcenia Arcadia Bay jest łatwiejszy. Na YT obejrzałem zakończenie właśnie z tego wyboru i przyznam, że zostało totalnie spieprzone. Zakończenie to nie niesie absolutnie żadnego ładunku emocjonalnego. W ogóle nie pokazuje, że dla jednej osoby poświęciliśmy masę istnień ludzkich, z których przecież część była bardzo blisko związana z bohaterkami ( np. Joyce, Warren ). I ta obojętność na to co się stało w momencie przejazdu przez zniszczone miasto oraz sam fakt, że miasto jest opustoszałe. Mam tu też na myśli brak śladów ludzi (żywych/martwych) – nie domagam się ‘gore’, ale brak czegoś takiego może sugerować, że udało się ewakuować mieszkańców. Nie podoba mi się to zakończenie, jest po prostu pozbawione sensu i jakiejkolwiek logiki. Ze statystyk na XOne jest bardzo wyrównany wybór dokonany przez graczy, ale jednak z przewagą poświęcenia Chloe. Dodam, że bardzo długo Chloe po prostu była denerwująca. Przykład wyboru (lub raczej odebrania go) w “The Last of Us” nie jest moim zdaniem trafiony, bo tam była pokazana zupełnie inna relacja między Joelem a Ellie. Dodatkowo ci “dobrzy” nie byli wcale pewni, że lekarsto uda się wyprodukować, co można wywnioskować z dużej ilości nieudanych prób ( Ellie nie była pierwsza, która była odporna na chorobę ).

      – Victorię można uratować jeśli nie ostrzeżemy jej lub nam nie uwierzy. Nathana wydaje mi się, że uratować się nie da. Nie wiedziałem, że coś może stać się z Alyssą, musiałem przegapić idąc do baru 😀 Podobno ona prosi o pomoc, ale nie zauważyłem tego 😉 Na YT zobaczyłem, który to moment 🙂 Poor Alyssa 😀 Natomiast c o do pytania o uratowanie większości, to jakby nie patrzeć, jeśli poświęcimy miasto, to te całe ratowanie po drodze zupełnie nie ma znaczenia 😉

      – Motyw z niepełnosprawną Chloe byłby świetny, ale jak ją zobaczyłem, gdy William otworzył drzwi, to pierwsze co mi do głowy przyszło, to “you must be kidding me”, bo zanim ją odwiedziłem w myślach miałem “oby tylko nie była niepełnosprawna, to byłoby za łatwe”. Toż to ripoff z “Butterfly Effect”. Zgadzam się natomiast z tym co powiedzieliście o tym wątku. Przede wszystkim, poza chwilowymi emocjami, ten wątek absolutnie nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Jest to zapchajdziura, w dodatku z wyborem, który jest takim macguffinem. Nie ma absolutnie znaczenia dla rozwoju historii. Dodam, że zdecydowałem jej nie zabijać, ale w praktyce wybór był łatwy, bo wiadomo było, że za chwilę to wszystko się odkręci, więc co za różnica.

      – Chloe mnie bardzo często denerwowała. Gdybym mógł decydować, to bym posłał ją w cholerę. Niestety Max ma objawy syndromu sztokholmskiego.

      – Zgadzam się co do wątku z Kate. Bardzo spłycony i niepotrzebny. Aczkolwiek przyznam, że samo ratowanie jej było ciekawym pomysłem. Niestety zmarnowanym później. Mam wrażenie, że był to tylko i wyłącznie zabieg, który miał służyć przemianie Victorii.

      – Co do zdecydowania między Warrenem a Chloe to w sumie nie jest problematyczne. Przede wszystkim najbardziej bliska scena jest o ile się nie mylę w ostatnim epizodzie, ale to ten moment, kiedy Max naprawdę nie ma czasu myśleć o czymkolwiek innym, niż ratowaniu Chloe. Warren dostał jedynie “hug” 😛 Są ważniejsze sprawy, gdy świat się wali.

      – Wątek kryminalny nie był zły. Ciekawe było to, że o ile Nathan wykorzystywał seksualnie, to zauważ, że nie było to celem Jeffersona. On był jeszcze bardziej creepy – chciał jedynie robić zdjęcia swoich ofiar. Co było odnotowane później. “Praca” Jeffersona nie miała podłoża seksualnego i prawdopodobnie przez to był jeszcze trudniejszy do wykrycia.

      – Jeśli mówimy już o rzeczach, przy których trzeba zawiesić niewiarę, to fakt myszkowania w cudzych rzeczach w obecności ich właścicieli był sporym przegięciem. Możliwość podejścia do czyjegoś komputera i przeglądania prywatnej korespondencji itd. zupełnie wybijała mnie z klimatu gry. Powinno to zostać rozwiązane lepiej.

      – Jak wspomniałem wyżej, w grze było jak dla mnie za mało gry. Było też dziwne zbalansowanie rozgrywki, przez co np. szukanie tych durnych butelek doprowadzało mnie do szału. Po co to? Widzę, że ty @Tomku wolisz raczej oglądać niż grać 😉 Zagadki skomplikowane nie były (o ile możemy mówić tu o zagadkach, aczkolwiek np. włamanie się do biura dyrektora było całkiem pomysłowe ;)).

      – Ostatecznie przez całą grę miałem właściwie deja-vu, bo tak jak wcześniej napisałem, wszystko już było. W przypadku “Life is Strange” nie tylko się inspirowano, ale po prostu przeszczepiono niektóre pomysły, przez co gra stała się przewidywalna do bólu – co nie zmienia faktu, że nadal było interesująco.

      – Pomysł z tornadem ma sens w świetle pokazania kosztu, jaki niesie za sobą alteracja przeszłości. Faktycznie nie jest wyjaśnione skąd i dlaczego tornado się wzięło. Natomiast sam pomysł, tak jak wspomniałem wyżej, to wypisz wymaluj “Donnie Darko”, stąd szybko można było przewidzieć, jaka będzie jego waga w tej historii. Zgadzam się z wami, że można było wykorzystać inne wątki w celu zbudowania machiny ostatecznego wyboru. No ale zdecydowano się na tornado 😉

      To tyle, pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, bo to już dosyć leciwy odcinek podkastu 😉

  • Dopiero udało mi się przesłuchać, musiałem najpierw skończyć grę.

    Jako dorosły mężczyzna zgadzam się z wami, że to jest dobra gra. Wybory pod koniec były nieco sztuczne, np. to co się działo w dwóch wielorybach. Gra na koniec ci mówi, że nie znalazłeś lekarstwa dla kogoś. Jakie to ma znaczenie skoro wybrałem Bae over Bay?!

    Nie miałem też jakichś wielkich uczuć do Chloe na wózku. Nie, nie jestem potworem, ale zawsze o niej myślałem, jak o nie mojej Chloe. Myślałem sobie, że to tylko chwilowe i zaraz wrócę do właściwej linii czasowej. Gdybym nie wrócił, to wszystkie moje wybory do tego momentu nie miały by kompletnie znaczenia. Za dużo zostało otwartych wątków, żebym miał zostać w tym miejscu. Musiałbym budować całą swoją relację z tą Chloe od nowa. Dlatego ją wyprałem, chociaż nie zgodziłem się jej pomóc. Mimo wszystko miała twarz Chloe.

    No i na koniec trochę moich teorii co do tornada.
    Jak się tak zastanowić to te wszystkie zmiany pogodowe mają sens tylko pod jednym warunkiem a i to niekoniecznie. Max może cofać czas na ziemi, jej moc nie jest ograniczona do Arcadia Bay(Cofanie czasu z San Francisco). Moim zdaniem jednak jest ograniczona do ziemi. Nie wlicza się w to księżyc. Taki kawał skały na naszej orbicie swoim przyciąganiem mógłby namieszać, gdyby nagle pojawił się nie tam gdzie powinien być. Dlatego moim zdaniem zamiast tornada w grze powinno być tsunami. Jest jednak jeden problem, którego nic nie tłumaczy. No, może dwa. Opad śniegu, na który można przymknąć oko i dwa księżyce. Na to już przymknąć oka się nie da. Żadna ilość cofania czasu nie sprawi, że księżyc się sklonuje. Chyba, że to księżyc z innej linii czasowej.

  • Sue

    Chlopaki a graliscie w Beyond lub Heavy Rain? Ciekawa jestem tylko, bo mnie wciagnely bardziej niz Life is Strange.