Michała przygody w Starbound

Starbound jest jedną z trzech gier, które kupiłem na Steamie w Early Access (drugą z nich jest Subnautica, bo lubię bąbelki, wbiłem już w nie z 20 godzin, a trzecią RimWorld, które zapowiada się znakomicie). Postąpiłem wbrew sobie płacąc Chucklefish za wczesny dostęp. Nie żałowałem tego ani przez chwilę. Przed premierą wbiłem w Starbound 40 godzin.

Co tak bardzo podoba mi się w Starbound? To jedna z niewielu gier, której skali nie rozumiem podczas rozgrywki. To znaczy nie wiem, czego mam się spodziewać. Jest jak zabawa z kolegami, kiedy ma się 10 lat i nagle jeden z nich zaczyna zmieniać reguły gry tak, że to, co na początku było po prostu budowaniem ulic dla resoraków w mgnieniu oka przechodzi metamorfozę w wyścigi na śmierć i życie (inspirowane, oczywiście, jakimś filmem, który udało się obejrzeć jednemu z nas, bo rodzice nie wiedzieli, co robimy), a kończy się na radykalizacji (strzelam laserami, ja mam zbroję na lasery, a ja mam rakiety na zbroje), apokalipsie, zniszczonych samochodzikach i łzach któregoś z nas łykanych pomiędzy obietnicami wiecznej zemsty.

No, może oprócz tych łez. I w ogóle w zupełnie inny sposób, ale przed chwilą przeżyłem kilkuminutowy flashback i musiałem to spisać, zanim popłaczę się za barem za straconą niewinnością dzieciństwa zbudowanego z resoraków i sińców po upadku z drzewa.

Nieprzewidywalność i totalne zaskoczenie co chwilę to domena Starbound. Niby znam zasady, niby wiem, na czym gra polega, a jej pętla rozgrywki się nie zmienia, ale raz po raz pojawia się coś, co przykuwa mnie na dłużej, skłania do śmiechu albo wpędza w kolejną procedurę zbierania minerałów i walki z pokemonami, bo potrzebuję akurat rudy nieznalezium.

Oto krótka lista fajnych momentów ze Starbound. Bo tęsknię za robieniem galerii, najwyraźniej.

  1. Pierwszy strój, który nadał postaci złowieszczego klimatu

1

I udało mi się go skompletować akurat przed odwiedzinami w mrocznej świątyni na skądinąd dość przyjaznej planecie. Jeszcze w momencie, gdy jedyną bronią, której używałem był znaleziony na samym początku trójząb odrzucający przeciwników i zadający im obrażenia od ognia. A w ramach alternatywnego trybu tworzący spiralę śmierci, ale o istnieniu alternatywnego trybu dowiedziałem się dopiero trzy godziny później.

  1. Pierwsza zbudowana przeze mnie kolonia

2

Budynki napchałem meblami, które akurat mi się spodobały podczas podróży (czytaj, zrabowałem je z różnych domów i instalacji). Kolonia miała jednego mieszkańca, mnie, ponieważ nie skumałem, w jaki sposób przyciągać postaci do mojej wioski. Dopiero kolejna osada stworzona na planecie pełnej mrocznych lasów zapełniła się kolonistami, ale znudziła mi się po 20 minutach. Więc krążą tak od ściany do ściany, bezskutecznie szukając mnie, aby wcisnąć mi jakiś niedorzecznie bezwartościowy prezent (na przykład kawałek skały, dzięki wielkie).

  1. Pierwsza napotkana inteligentna lama

3

Na pierwszej śnieżnej planecie, którą odwiedziłem. Wiecie, co ma Starbound? Różne strefy na planetach. Słyszysz to, No Man’s Sky? W przeciwieństwie do tego, czego nauczyły nas Gwiezdne Wojny, na planetach istnieją różne strefy klimatyczne, a więc i różne krajobrazy. Pewnie, planety w Starbound można obejść w 10 minut, ale zazwyczaj napotyka się tam 4 różnorodne otoczenia.

Lama nie chciała ze mną za bardzo rozmawiać, mamrocząc coś o gościnności i przybyszach z gwiazd. Nie miałem zamiaru niszczyć jej podejścia do życia, a w chatce i tak nie było niczego wartościowego. Poza tym z lamą-wikingiem lepiej nie zadzierać, nie?

  1. Pierwsi napotkani ludzie-grzyby

4

Ludzie grzyby żyją w grzybowych domkach wśród potężnych grzybów. Bałem się spytać, co jedzą, aby nie oświecić ich, że przypadkiem od milleniów zjadają swoich małych braci (ale w pobliżu nie było żadnego innego jedzenia oprócz grzybów).

  1. Pierwsza śmierć pod tonami czaszek

5

Zapomniałem wziąć ze sobą sprzętu do przetrwania w środowiskach ekstremalnych, w tym bez powietrza. Chciałem na szybko wydostać się z kopalni, więc jak kretyn rozwaliłem sufit w jaskini. Czaszki spadały przez 3 minuty.

To nie była fajna śmierć.

6

  1. Pierwsze podziemne miasto gnomów

7

Zanim zorientowałem się, co robię, zniszczyłem pół podziemnego miasta gnomów. Starbound wyrabia głupi nawyk zbierania wszystkiego, co popadnie. Więc te pół miasta poszło z dymem, a populacja wylądowała w moim plecaku, skąd wydostała się dopiero po 30 minutach jako broń zaczepno-obronna przeciwko agresywnej faunie na powierzchni.

  1. Pierwsza eksploracja dna oceanu na drugiej wodnej planecie

8

Bo przecież jak kretyn zorientowałem się dopiero podczas drugiej wycieczki na wodny świat, że sprzęt do oddychania na księżycu będzie równie dobrze służył pod wodą. Efektem wycieczki był nowy ekwipunek, w tym mnóstwo mebli w japońskim stylu, które przyozdobiły mój nowy dom. O którym zapomniałem po 20 minutach, bo byłem zajęty uciekaniem przed pokemonami na kolejnym świecie.

  1. Pierwszy toksyczny świat

9

Pół biedy, że powietrze było toksyczne, na to się przygotowałem. Gorzej, że bez przerwy padał radioaktywny deszcz, który powoli, lecz skutecznie marnował mi zdrowie. Teoretycznie dało się przeżyć, ale wystarczyło, że przegonili mnie trochę autochtoni i nagle sytuacja stawała się dramatyczna.

Próbowałem przeczekać ulewę przez 20 minut pod pospiesznie stworzonym domkiem z piachu, ale ta nie chciała sobie pójść. Iga pewnie by powiedziała, że to lepszy Fallout niż te od Bethesdy.

  1. Pierwsza planeta pełna lawy

10

I opanowany przez przestępców zakład karny. Nie wiadomo, co stało się ze strażnikami, nie wiadomo, jak więźniom udało się wydostać, ale ich żywoty szybko się skończyły, gdy mój przygotowany na wojnę apex postanowił sprawdzić, co też można znaleźć w środku. Ich kosmiczne młoty bojowe i dwuręczne miecze do rozszczepiania atomów były niczym w porównaniu do karabinu snajperskiego. W samej bazie nie było niczego ciekawego.

  1. Pierwszy wygląd, z którego byłem zadowolony

11

W końcu wyglądałem jak niszczyciel planet, pogromca mgławic, dewastator zasobów naturalnych, uciekinier z tysięcy wraków. Jak ktoś, kogo należy się bać.

Pięć minut później znalazłem czapę błazna i zacząłem w niej biegać.

12

Podbój kosmosu jest fajniejszy, kiedy człowiek nie traktuje się zbyt poważnie.

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • Marcin Małysz

    Jakby ci brakowało różnorodności to jest mod Freaking Universe dodający duuuużo kontentu , a mój najbardziej awesome moment to było pierwsze podwodne miasto. JAKIE TO BYŁO DOBRE 😀

  • Konrad Wiśniewski

    Ja nie znajduję takich fajnych przedmiotów :(. W ogóle nie bardzo kumam jak Beczka do noszenia na plecach może mieć fioletowy/niebieski kolor i być warta 5000… te przedmioty mają w sobie coś speszjal tylko nie jest opisane dokładniej czy to błędy w Matrixie są?
    Ale też pogrywam sobie w Starbound (z aktualną przerwą na Inside i Skyrim ale wrócę do tej gry niebawem :D).

    • Michał Piwowarczyk

      To jest klasyfikowane jako przedmioty unikalne, więc raczej są od tego, żeby dużo kosztowały i człowiek (apex) miał za co kupować sobie lepsze wersje statku. Przedmioty zmieniające wygląd są najdroższe w tej grze, nie wiem, może wybito do cna wszystkich krawców i teraz po prostu jest ich niewiele 🙂

      • Konrad Wiśniewski

        Czyli takie przedmioty, które nie mają żadnych bonusów, fajnie wyglądają ale są wpip wartościowe można luźno sprzedawać bez groźby, że się właśnie sprzedało jakiś mega dobry, rzadki jak 6 w totka, przedmiot bo nie ogarnęło się jego właściwości :D?

        • Michał Piwowarczyk

          Ja robię dokładnie w ten sposób. Ale w sklepie one idą za dużo mniej.

          • Konrad Wiśniewski

            Wiem, też zauważyłem ten smutny fakt :(.

  • tow.gen.Filip

    W punkcie 7 podejrzewam, że miałeś na myśli eksplorowanie dna oceanu. O ile powierzchnie oceanów rzeczywiście są rozległe to z punktu widzenia eksploracji bywają dość monotonne, szczególnie wpław 😛 …

  • Michał Piwowarczyk

    Polecam popracowanie nad stylem, bo za takie wypowiedzi to można dostać co najwyżej skasowanie posta.

    • Aha.. No niby tak. Z drugiej strony to tylko literówka w słowie ‘skrinszoty’.. A posta możesz skasować, ważne żeby mój komentarz został.. 😉

    • A właśnie. Jak będziesz dalej się do mnie dalej przypierdalał – to zrobię z Tobą to samo co Limp Bizkit zrobił z muzyką w latach 90-tych xDDD Żartowałem. :] wiesz, że żartowałem..? Nie?

  • Majber

    Luźne przemyślenia po paru dniach grania:
    -potworki szarżują na bohatera jak porąbane
    -broń zasięgowa jak najszybciej zdobyć kto zaczyna grę
    -po 2 dniach grania obczaiłem że można craftować naciska się C i magia się dzieje i wogóle pasek po prawej jest z ulepszeniami itd
    -NIE WCHODZIĆ OD RAZU PO ZACZĘCIU GRY DO MISJI PINGWINÓW Z LATAJĄCYM SPODKIEM -POROSTU NIE .. chyba żeby popełnić samobója
    -lawa boli
    -casual zaczyna nudzić po tygodniu a wogóle to sadzone pierdoły można przerabiać i za sporą kasę sprzedawać
    -super misje specjalne z bossami
    -jak w skyrimie każdy dom można okraść
    -100 razy lepsze niż no man’s sky

  • Denzelon

    Drogi Michonie,
    Mi też brakowało Twoich galerii

  • Prez

    RimWorld dziwnie się kojarzy 😛