• nick

    Komentarz.

  • Baldur

    Oklaski

  • QueenKonata

    2 dni spóźnienia i nie ma Igi ;__;

  • Wylfryd

    Wstęp pisał Tomek? 😛

  • Kiceg

    Pytanie.

  • Chris Black

    Kochamy Was 🙂 Dzieki za odcineczek 🙂

  • Lobster

    Drugi komentarz

  • Gorąca

    Lubię was słuchać chłopaki

  • ArcyCierń

    Jak by to powiedziała Iga “Ale był saspęs przez 2 dni”.

    • Dominik Gąska

      FYI to jest słowo w języku polskim (zapożyczone ofc, jak zresztą wiele) i to wcale nie nowe. Używać może go zarówno Iga jak i każdy inny prawdziwy Polak, dbający o czystość języka.

      http://sjp.pwn.pl/szukaj/suspens.html

      • Michał Rybiński

        Czystość rasowa języka – hasło wyborcze Dominika! 😉

      • szczdsz

        Czystość języka? That’s a thing now? Like WOW 🙂

      • ArcyCierń

        Dziękuję za informację. Ponownie udowodniono prawdziwość zasady ,,Domek bawi. Domek uczy. Jemu duszę by poruczyć”.

  • blowfish

    Igo, cóż się dzieje, że dziś nie zaszczyciłaś nas swą obecnością? Co spowodowało, że nie miałem Twoich ust w swoich uszach? Wyjazd? Korpo-robota? Czy może coś z doskoku? Wścibsko, wiem, ale ciekaw jestem. Bez względu na wszystko trzymaj się.

    PYTANIE: Przygodówki bawiące się konwencją są spoko, ale… klasyczne przygodówki też mogą być spoko, jeśli są dobrze zrealizowane, tj. mają ten klimat. Jak inaczej nazwać świetną pod względem immersji zabawę w “Journey”, “Don’t Starve”, “Papers, please”, czy “Bastion”. Dokładnie wczoraj (z logiką Nieczów w zeszłym tygodniu) dorwałem “Buble Boy’a” wyprodukowaną przez studio Ojtam Games i mimo klasycznej mechaniki bawiłem się rewelacyjnie. Po tym nadbudowaniu czas przejść do meritum. Czy uważacie, że zabawa konwencją w grach (vide “Portal”, “Antichambler”, bo tak ją rozumiem – oświećcie mnie) daje więcej frajdy od gier z brakiem tej cechy? Jeśli tak to, powiedzcie mi, moi drodzy, dlaczego?

    PYTANIE: Odkryłem “This War of Mine” i całkowicie zgadzam się z recenzją Tomka, która gdzieś tam w odmętach internetu jest. Jednak po zakończeniu tej gry zacząłem się zastanawiać, co właściwie mnie w niej zrobiło, że czułem rozbicie na koniec wojny. Jak, waszym zdaniem, dylematy moralne w grze wpływają na gracza? Czy to zwyczajny chwyt, wprowadzający (pogłębiający) immersję, czy może ma to też znaczenie dla innych aspektów grania?
    Ciekaw jestem wrażenia Tomka po “Life is Strange”, bo właśnie o takie gry mam na myśli zadając powyższe pytania.

  • sajet1

    Podziękowania.
    Zabawny link.
    https://www.youtube.com/watch?v=ToKOVC7b3AQ

  • Dzięki za odcinek. Igi oczywiście brakuje, ale jak zwykle daliście radę.

    Dzięki za ostrzeganie przed spoilerami. Lubię to.

    Kilka przemyśleń:

    -Candy Crush – w pewnym sensie takie gry psuja rynek tak jak zidiociałe filmy typu Transformers. Obniżają poprzeczkę opowieści/rozgrywki. Z drugiej jednak nigdy nie będą na rynku tylko takie gry. Więc luzik 🙂

    – Life is strange – bardzo hipsterskie, ale świadomie. Bohaterki nawet kilka razy same to mówią. Fajne w tej grze są emocje, ale też wspomniana przez Dominika codzienność z niezwykłością. I to nie tylko w kontekście cofania czasu, ale też innych, dramatycznych wydarzeń. Warto chodzic po świecie, zwiedzać, rozmawiać z kim się itd.

    – RPG levelowanie – rozumiem Wasze podejście, ale osobiście lubię gdy twórcy trochę sterują poziomem. We Wiedźminie może przegięli (tym bardziej, że questy są oznaczone wymaganym poziomem, więc można dostosować czas ich wykonywania do własnych oczekiwań), ale druga strona medalu jest taka, że w pełni otwartym systemie łatwo jest nieświadomie przegiąć. Wiele razy zdażyło mi się w gierkach tak wypucować bohatera, że np. w 3/4 gry nie było już dla mnie wyzwań. Jeśli RPG jest długi, to 1/4 może trwać wiele godzin. Na początku uber siła sprawia mi frajdę, a później jest nuda. A bossowie ciachani na raz zawsze mnie rozczarowują.

    Idealne rozwiązanie to mechanika, dzięki której ważny jest najpierw skill, a potem poziom. Coś ala Ninja Gaiden gdzie im dalej, tym trudniej, ale i gracz lepiej ogarnia styl walki.

    Tylko jak to zrobić w klasycznym RPG?

    Pozdrawiam.

    • Tomasz Pstrągowski

      Iga bardzo chciała być, w ostatnim momencie musiała odwołać, bo praca.

      • Jak mawiają bajstarsi górale: Bez pracy nie ma Nuke Coli 😉

    • Questy są oznaczone, ale jednocześnie niektóre questy pojawiają się w takim momencie, gdy jesteś już na za wysokim poziomie / np. robisz quest na level 50 mając np. level 52 i poznajesz w jego trakcie osobę, która daje Ci potem quest na poz. 45 – no i tu już masz po doświadczeniu.

      • Mi na doświadczeniu nie zależy, tylko na dobrej zabawie 🙂 Lubię gdy gra stawia wyzwania.

        Po skończeniu głównego wątku we Wieśmaku miałem jeszcze kilka zleceń na potwory i to było już tylko odznaczanie zadań. Zero wyzwania.

        • Tomasz Pstrągowski

          Zgadzam się. Ale zaletą gier RPG powinno być to, iż (o ile to możliwe) nie narzucają graczom tego, jak mają się bawić. Jeżeli chcą levelować i olewać scenariusz, bo tak definiują dobrą zabawę – to niech będzie! I przykre jest to, że im się tę możliwość odbiera w imię sztucznie budowanego dramatyzmu.

          • No właśnie dla mnie nie jest przykre 🙂 Ja bym chętnie poświęcił tę swobodę, na rzecz np. dodatkowych 4 godzin ekscytujących zleceń na potwory po skończeniu Wiedźmina 3 (a nie odhaczaniu misji w których walki były na dwa uderzenia mieczem). Oczywiście każdy gra tak jak lubi, ale ja osobiście o wiele częściej jestem rozczarowany niż zadowolony ze zbyt wypasionej postaci lub niedostosowanego poziomem trudności. Szybkie znalezienie Bozara w Fallout 2, zabijanie każdego smoka dwoma uderzeniami w Skyrimie czy przyjmowanie na klatę 40 uderzeń potwora we Wieśmaku jest fajne, ale tylko na chwilę. Jeśli dzieje się to zbyt szybko, to mam dużo mniej funu przez resztę gry.

            Przypominam, że mówię o sobie. Jeśli ktoś lubi takie akcje, to rozumiem, że dla niego/niej jakiekolwiek ograniczenia w levelowaniu są minusem. Dla mnie umiejętna ingerencja twórców wcale nie zabija klimatu RPG, a zwiększa przyjemność z odnoszonych zwycięstw.

  • Maciej Przerwa

    Panowie, a czy właśnie przypadkiem Tomek nie opisał najlepszej gry na świecie? Candy Crush? Gra, której udało się dotrzeć do “niedocieralnych” grup typu jego tata czy siostra? To właśnie takie produkcje osiągają gigantyczny sukces. Tak, są wciągające, tak, żerują na najniższych instynktach, ale pomyślcie jak ogromna praca musiała być wykonana jeśli chodzi o interfejs, przystępność, hook (lub miodność).
    Podobny przypadek – World of Tanks – śmieszki, heheszki ale jednak miliony tatusiów po 30tce pyka w te właśnie gry a nie w kolejne Kolodudi. Sam ostatnio próbowałem Titanfall – fajne, ale mocno dostaję w tyłek plus zaczęło się od razu wyzywanie (smuteczek) i Armored Warfare – pooglądam sobie ładne czołgi, pojeżdżę, popykam, zupełnie inne tempo gry i wciągnęło mnie o wiele bardziej. I dlatego WoT jest takim sukcesem, nie zamykają się na inne grupy.
    Przepraszam, ale dotarcie z grą do dzieciaków i młodzieży nie jest jakąś sztuką specjalną. Przekonanie do siebie tych “casuali” – to dopiero jest góra złota.
    Sam jestem tego przykładem, kiedyś często gęsto grałem na PC, potem na PS3, teraz wolę na komórce (mimo kopii na Steam) zagrać w Legend of Grimrock. Wygoda i prostota (aczkolwiek gra prosta nie jest). Podobnie z Hearthstone – wolę grać na telefonie niż na PC, zresztą jaka ta gra jest świetna! Próbowałem ostatnio analogowego Android Netrunner – nie polecam, ogromnie wysoki próg wejścia plus baaaaardzo droga (LCG – najdroższa opcja grania ze wszystkich) – po paru grach dałem sobie spokój i wróciłem do spokojnego pykania kiedy mam czas w HS.
    Pozdro!

  • Sluchacz

    Dominik, połknij, popij, mów

  • wielkimisttrz

    Wasza rozkmina odnośnie filmowego Wiedźmina jest dziwna. Skąd założenie, że w chwili ogłoszenia, że Bagiński zrobi Wiedźmina sprawa licencji nie była już uregulowana. Przekaz odnośnie Bagińskiego jest już od dawna i brzmi „Bagiński zrobi” a nie „Bagiński chciałby zrobić”. Ogłaszanie czegoś takiego przed pozyskaniem licencji dramatycznie osłabia pozycję negocjacyjną. Skoro bowiem ogłosiłeś, że robisz „Wiedźmina” to koniecznie musisz te prawa „kupić” a właściciel wcale nie musi ci ich „sprzedać”. Poza tym raczej nie spotyka się żeby pozyskanie praw do realizacji filmu samo w sobie było wydarzeniem medialnym.

    Odnośnie uwag Dominika w sprawie struktury pięcioksięgu. Być może taka a nie inna struktura dowodzi właśnie tego, że pięcioksiąg został zaplanowany od początku do końca. Fabuła przecież nie może składać się z samych punktów kulminacyjnych bo to redukuje ich znaczenie. Owszem może to kłuje jeśli analizujemy poszczególne książki ale jeśli (hipotetycznie) spojrzymy na pięcioksiąg jak na jedną opowieść to taka struktura ma więcej sensu

    • Tomasz Pstrągowski

      Uzyskanie praw do realizacji filmu bardzo często jest wydarzeniem mdialnym. Zwłaszcza, gdy są to prawa do głośnej marki:)

      • wielkimistrz

        Jakieś konkretne przykłady? żebyśmy mogli podyskutować

      • Maciej Przerwa

        Masz rację, ale chłopaki, nie bawcie się we wróżbitów. Jeśli Wam się “wydaje” to nie ma sensu o tym gadać, serio. Albo wiecie albo nie. W przypadku Wiedźmina, Bagińskiego i CD RED (któremu Bagiński robił CGI) to tam jest pewnie taka kasta prawników i taka forsa się przewala, że na pewno wszystko jest na 100% dograne i jakby nie było to by nikt nie gadał. Tym bardziej, że mówimy o giełdowych spółkach i różnych konsekwencjach nieprawdziwych informacji. Pozostaje czekać na filmy 🙂

  • ffrreeaakk

    Dziękuję!

  • ffrreeaakk

    Obejrzałem ostatnio film Triangle (2009) bo ktoś mi polecił i cholernie mi się podobał. To Wy polecaliście? A może NZ? Jeśli tak to może ktoś pamięta w którym odcinku o nim mówiliście.

  • Jack

    Na jakim poziomie trudności gracie w Pillars of Eternity? Macie aktywne dodatkowe utrudnienia? Czy rasa robi wielką różnicę?

  • niezalogowany

    Czy jeśli jestem niezalogowany i wrzucę tu śmiesznego linka, będzie on widoczny dla kogokolwiek? KRADZIEŻĘ
    http://kwejk.pl/obrazek/2478433/slaby-towar.html

  • KrisO_o

    Jeśli chodzi o Sapkowskiego to bardzo mile wspominam pierwszy zbiór opowiadań o wiedźminie i pierwsze 3 części pięcioksięgu – ostatnie dwa to pikowanie w dół gdzie walczyłem sam ze sobą żeby przeczytać ostatni tom.Poza tym Sapkowski chyba w trzecim tomie zabił moją ulubioną postać z pięcioksięgu więc kij mu w oko.A co do Candy crash Saga,pograłem 3 minuty bo to podobno jakis hit i wywaliłem to bo te cukierki były dla mnie za cukierkowe i nie widziałem sesnsu grać w taką popierdółkę – podobny model gry ma Puzzle Quest który jest 10 razy lepszy.

  • Mors

    Będą dziś czy nie będą. Oto jest pytanie.

  • smutek

    dzie?