Niezatapialni odcinek 210

Nikt nie spodziewał się odcinka tematycznego!

W tym tygodniu poruszamy temat recenzowania dzieł kultury. A wszystko stąd, że Dominik trafił na giereczkę, która go – delikatnie mówiąc – trochę poruszyła. I do której recenzowania podchodził kilka razy. W trakcie jednej nocy. Czasami pytacie nas o warsztat dziennikarski, więc ten odcinek powinien być odpowiedzią na wiele z tych komentarzy. Nie jest to oczywiście uniwersalny poradnik recenzenta. Jak możecie się zorientować sami się różnimy w podejściu do tego fachu. No ale, gdybyśmy się nie różnili, to bylibyśmy po prostu nudni.

Uwaga: Dominik ostro spoileruje zakończenie (i nie tylko) gry “Tsiogue”. Dzieje się to od momentu rozpoczęcia tematu, aż do 15 minuty.

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • Chris Black

    Dzieki za odcineczek!

  • Sigvatr

    > Nikt nie spodziewał się odcinka tematycznego!

    Nie zapowiadaliście go tydzień temu?:P

  • Bartosz Witoszka

    O ciul, mieć swoje 2 minuty w podcaście, no to już mogę umierać 😛

    “Tylko ja muszę tego autora znaleźć, muszę zobaczyć jak on wygląda, zobaczyć gdzie mieszka i jeszcze kurna muszę zadzwonić do niego” – no może nie przesadzajmy, choć w zasadzie opisałeś tu… nie, nie ważne, pomińmy to.

    Jasne, że tekst powinien bronić się sam, ale mi po prostu łatwiej zrozumieć skąd taka ocena, skąd taka interpretacja, jeśli czytam którąś z kolei recenzję/artykuł tego autora i wiem np. że ten autor coś wie o tym, co pisze, bo posiada jakieś wykształcenie w danym temacie. I nie zawsze może wynikać to z tekstu, bo nie każdy artykuł broni się sam.

    Jasne, ostatecznie nie ma to znaczenia czy publikuje się pod pseudonimem czy nie. Ale mi lepiej się to czyta, gdy wiem kim jest dana osoba i jak ten tekst wypada na tle innych napisanych przez tego autora.

    Oczywiście nie narzucam nikomu jak ma postępować, ale sam nie wyobrażam sobie publikowania pod pseudonimem i dlatego zawsze podpisuje się z imienia i nazwiska. Wiem też, że nie każdy może sobie na to pozwolić (są różne sytuacje), dlatego mój komentarz (nawet nie pamiętam kiedy go napisałem) nie miał na celu krytyki kogokolwiek. 🙂

    Edit.
    Myślałem, że odniesiecie się do komentarza spod poprzedniego odcinka 😉

    • Mufinek

      z tym czy to pseudonim czy imię… imię+nazwisko… jedno i drugie jest jakąś formą określenia osoby i wg mnie może być stosowane zamiennie.

      Inną sprawą jest fakt pisania negatywnych opinii pod odmiennym pseudonimem. To po prostu tchórzostwo, do tego bezsensowne. Auror artykułu/recenzji ma pełne prawo mieć swoją opinię na temat. Jeśli nie chce być z nią powiązany – niech jej nie upublicznia. Jeśli jednak ma potrzebę upublicznienia, to nie rozumiem czemu chce się chować. To takie “Popatrz, tam biją murzynów. Popatrz, zadziałaj. Ty zadziałaj a nie ja, ja się boję, ja lubię jak mi wygodnie. To że pokazałem paluszkiem zaspokoi moje wewnętrzne poczucie winy że jestem sierotą i nie chcę zaryzykować” tylko w wersji giereczkowej.

      Szanuję autorów którzy “nie pierdzielą się w tańcu” i jednoznacznie podpisują swoje teksty. Nie z każdym muszę się zgadzać, ale w momencie gdy wiem kto to napisał, momentalnie mogę zrozumieć takie a nie inne decyzje autora, a na podstawie różnic (i podobieństw) pomiędzy odczuciami tego autora a moimi odnośnie gier które znam łatwo mi przewidzieć akie moga być moje odczucia dotyczące opisywanej gry której nie znam. Pisząc pod rożnymi pseudonimami kradnie mi się tę możliwość. I oczywiście, autor ma pełne prawo tak robić, jednak jeśli produkuje jakiś tekst, powinien sobie odpowiedzieć na pytanie po co go produkuje. Jeśli tylko po to żeby go wypluć i i zapomnieć, to jest to taka sztuka dla sztuki i może lepiej pójść na piwo?

  • budda

    Ja się nie spodziewałem!

    Dobry odcinek.

  • Borys

    Czy da się jeszcze gdzieś przeczytać recenzję ac3 Dominika? Szybkie googlowanie nie daje rezultatów.

  • Sigvatr

    Ja w takim razie należę do 2% odbiorców, którzy czytają recenzje i po przejściu gry:

    Czasem sprawdzam w ten sposób recenzenta (-tkę), czy mogę zawierzyć jej opinii także przy tytułach jakich jeszcze nie ogrywałem. Czasem chcę dowiedzieć się czegoś więcej (np. kontekstu tej gierki) – dla mnie gra X może być super-hiper, ale w rzeczywistości jest dość przeciętna kopia jakiegoś znanego (tylko nie mnie) tytułu. A czasem po prostu chcę nieco odzyskać obiektywne spojrzenie. Wiadomo, że jak się spędziło mnóstwo czasu przy jednym dziele, pewne rzeczy mogą już mogą nie dziwić, bo przywykłem, albo jestem wynudzony danym tytułem.

    • Ja też często czytam recenzje po przejściu gry, dokładnie z powodów wymienionych przez Tomka i Dominika w odcinku i Sigvatr w komentarzu. Zawsze też czytam recenzje książki po przeczytaniu książki i recenzje filmów po obejrzeniu filmu. Można też przy okazji podyskutować z ludźmi o grze/książce/filmie w komentarzach.
      Swoją drogą jest jakieś takie growe goodreads, gdzie można sobie odhaczać i oceniać giereczki, które się przeszło, tworzyć półki itp?

  • Sigvatr

    Jeśli mogę zapytać o te zachwyty na “Sucker Punch”:

    BTW, czy chodzi o tę recenzję?: https://www.youtube.com/watch?v=CQPdPvOYnD8

    Nawet jeśli jest to krytyka widza-faceta-nerda, który przyszedł oglądać młodziutkie dziewczyny z bronią w krótkich spódniczkach, to on tej krytyki nie doświadczy. Wyjdzie z kina zadowolony, bo dostał co chciał. Bo owa szykana z niego jest zbyt ukryta. I ów Movie Bob o tym całkiem jasno wspomina. Moim zdaniem nie wyszło reżyserowi, co zamierzał. Albo jakbym zakładał jego złą wolę (i zignorował bezsens takiej akcji): chciał przemycić do kin taki film dla dorastających chłopców lubiących mangi pod płaszczykiem walki z uprzedmiotowieniem kobiet w popkulturze.

  • banan i płyn do mycia naczyń

    Co do upadku autorytetu recenzenta i czy w ogóle on kiedyś istniał., to nie wiem jak w dziennikarstwie światowym, ale w Polsce sadze ze istniał w latach 90 i na samym początku lat 00. Sądzę, ze nie byłem jedynym dzieciakiem, który chłonąc każde słowo zazdrościł tym ludziom grania w najnowsze gry w dniu premiery. Wtedy wiedzę na temat gier głownie zdobywało się w czasopismach typu Cdaction czy Gambler. Później internet spowszechniał, zaczął się Youtube no i fakt, recenzent jest tylko kolejnym graczem niczym się nie wyróżniającym na tle innych. Teraz już osobiście dużo bardziej cenie opinie innych userow niż recenzje. Na Metacriticu akurat czasami mogą być zakłamane, bo z jakiegoś powodu hate na dana firmę czy grę jest modny, ale to są raczej pojedyncze przypadki i dużo mniej powszechne niż profesjonalni recenzenci, którzy każdemu crapowi AAA dają 8 i 9. Steam za to jest pod tym względem lepszy. W sumie jak się nad tym zastanowię to to by był główny powód. Zwykły gracz jak obcuje z crapem nie boi się wystawić 1 czy 2. Patrząc na oceny recenzji Fallouta 76 mógłbym pomyśleć, ze to jest średniak.

    PS. Co do Braida i sytuacji gdzie autor miał na myśli jedno, a społeczność interpretuje to zupełnie inaczej. Nie chcę Cię atakować Tomaszu, ale chyba sam się o tym przekonałeś. Mam tutaj na myśli “Jak schudnąć 30kg?”.

    • k0n

      Pełna zgoda co do tego, że autorytet recenzenta jeśli istniał, to z powodu braku dostępu. I tak, w Polsce ten autorytet z lat 90/00 upadł właśnie, gdy okazało się, że większość z tych recenzentów to “kolejni gracze niczym się nie wyróżniający na tle innych” – oczywiście poza faktem, że mieli możliwość publikowania w druku i wyrobienia sobie jakiejś, nierzadko kultowej, pozycji.
      To była kwestia przede wszystkim dostępu – zawodowi recenzenci faktycznie mieli nad przeciętnym czytelnikiem przewagę kompetencji, wynikającą z ogrania – szary gracz nie miał dostępu do tak szerokiej palety gier, tylu ‘data pointów’ do analizy. Nadal nie ma, bo ‘ain’t nobody got time for this’, ale więcej jest dzięki Internetowi i YT ludzi, którzy grają ‘zawodowo’ i można ich opinię łatwo poznać.

      Równolegle – co widać choćby po ekipie NZ – jest też w polskim dziennikarstwie growym jakiś nurt ludzi, którzy mają solidny background czy to w ‘prawdziwym’ dziennikarstwie, czy po prostu w szerzej pojętej kulturze, posiadają aparat krytyczny i potrafią dokonać analizy trochę głębszej, niż ‘fajnie się szczela, dobra grafika, kampania na 10 godzin, spodoba się fanom gatunku”.
      Z tym, że to też nie jest podejście budujące autorytet dla szerokiego grona graczy, tylko nisza.

  • Michał

    Ten odcinek przypomniał mi za co uwielbiam Tomasza Pstrągowskiego.
    Rant Dominika najlepszy!
    Dzięki za odcineczek!

  • Jack

    Dzięki za odcinek. Psuedonimy, szczególnie te zmieniane często uniemożliwiają odnalezienie pozostałych recenzji naszego ulubionego redaktora. No trudno 🙁

    • Sigvatr

      Wspominała o tym Iga. Albo Dominik, ale wolę tym razem wspomnieć Igę.

  • Ciepłe Serca z Braniewa

    Mam bardzo bardzo wazne pytanie.
    Czy czasami mozna spotkac Dominika koło godziny 17:10 na ulicy Sobieskiego w Gdansku?
    Czasem mijam Dominikopodobnego typa autem i zawsze korci mnie zeby sie zatrzymac i powiedziec “Ej mordo slucham was z 5 lat”
    Prosze o odpowiedz to ważne

    • Dominik Gąska

      Ta, to pewnie będę ja, pracuję na Krętej. 😉

  • Adi Kru

    E>
    Introwertycznie odnosząc się – tak przyznaję – jestem nikim nie spodziewałem się odcinka tematycznego
    <3

  • Jack

    Czy możecie podać jakieś powody jakimi kieruje się autor piszący recenzję gry lub filmu pod pseudonimem? Jako pseudonim rozumiem całkowite ukrywanie swojej tożsamości, nie ksywkę w środowisku.

    • Tomasz Pstrągowski

      Np. chęć oddzielenia swojej twórczości artystycznej od publicystycznej – tak postępował Bolesław Prus (a.k.a. Aleksander Głowacki). Możesz mieć restrykcyjną umowę o zakazie konkurencji (zazwyczaj te zakazy są bezsensownie wpisywane w umowy w korpo, choć nie ma żadnego konfliktu interesu). Możesz rozliczać się jakoś wyjątkowo i nie chcieć, by Twoje teksty były łatwo namierzalne po nazwisku. Możesz obawiać się reakcji czytelników – zwłaszcza w internecie. Możesz nie chcieć, by Twoi bliscy wiedzieli, że masz daną opinię (możesz np. w tekście zdradzać jakieś wrażliwe informacje na swój temat, pisząc bardziej osobistą recenzję). Możesz obawiać się reakcji twórcy czy wydawcy. A możesz w końcu nie chcieć podpisywać tekstu swoim nazwiskiem, po prostu. Nazwisko to Twoje dane osobowe i to Ty nimi dysponujesz. Also: ty uważasz, że “ksywa w środowisku” to nie pseudonim, ale pamiętaj, że dla zdecydowanej większości czytelników ta ksywa jest nieczytelna, więc to jest totalnie pseudonim.

      • Jack

        Oki już rozumiem, dzięki wielkie za wyczerpującą odpowiedź.

      • k0n

        Ja dodam jeszcze kolejny powód, stojący za pisaniem pod wieloma pseudonimami nawet do jednej publikacji – obecny często w początkach czasopism o grach w Polsce.
        Chodzi o ‘sztuczny tłok’, uniknięcie wrażenia, że pismo tworzysz tylko ty i trzech kolegów, a nie szerokie grono redakcyjne (bo kto by czytał stopkę i weryfikował ;)). Można te persony ‘wyspecjalizować’, budując autorytet wśród fanów konkretnych gatunków i unikając lekceważenia recenzji np. RTSa pisanej przez autora piszącego głównie o wyścigówkach.

        A zdarzają się i dziwniejsze przypadki, jak np. recenzja “Puszki Pandory” w Bajtku, pisana – pod pseudonimem – przez… samego autora gry, którym był Marcin Borkowski, późniejszy rednacz Top Secretu.

  • Majber

    Nowa gierka Supergiant Games, ktoś się jara? https://www.youtube.com/watch?v=593xCDfumN0

  • Oskar

    Hej, ja w sumie bardziej z uwagą i potencjalnie prośbą bardziej techniczną.

    Od paru odcinków, coś jest nie tak z poziomem głośności. Nie wiem jak wygląda wasza obróbka dźwięku, ale Tomasz jest zdecydowanie najgłośniejszy a Iga najcichsza i to do tego stopnia że słuchając podcastu z telefonu na słuchawkach, kiedy mówi Iga muszę mieć głośność ustawioną na full, przy Dominiku nieco niżej a przy Tomku to w ogóle ustawić na jakieś 60%. Czy jest szansa na jakąś obróbkę z lekkim balansem głośności? Z tego co kojarzę, mówiliście że nagrywacie każdą ścieżkę osobno, więc nie powinno być to bardzo problematyczne. Z góry dzięki, naprawdę lubię was słuchać a ten drobny szczegół psuje mi tą przyjemność od paru odcinków.