Tomasz czyta: “Na wschód od zachodu” Wojciech Jagielski

 

“Na wschód od zachodu” to najsłabsza książka Wojciecha Jagielskiego. Ale Jagielski pisze tak, że nawet lektura jego najsłabszej książki pozostawiła mnie z kilkudniową rozkminą.

Najpierw disclaimer. Wojciech Jagielski to, moim zdaniem, najwybitniejszy polski reportażysta i jeden z największych autorytetów w moim życiu. Przeczytałem wszystkie jego książki. „Wieże z kamienia” i „Modlitwa o deszcz” w dużej mierze zdefiniowały moje lata studenckie, nauczyły wrażliwości na obcość i, co chyba najważniejsze, wytłumaczyły, że świat jest skomplikowany, a proste rozwiązania rzadko działają. Ostatnią książką Jagielskiego, którą się zachwyciłem był „Trębacz z Tembisy” – opowieść nie tylko o RPA i Nelsonie Mandeli, ale i o samym Jagielskim, wydana już w momencie, gdy fascynował mnie autobiografizm. Jest w „Trębaczu” przepiękny dwustronicowy fragment, w którym Jagielski opowiada o tym, jak świadczył najważniejszym wydarzeniom historycznym ostatnich 30 lat. Powracam do niego z niepokojącą regularnością, zawsze gdy popadam w to uwznioślające rozczarowanie własnym życiem i chcę się poużalać nad sobą trochę bardziej. Łączę z Jagielskim także bardzo ciepłe, osobiste doświadczenia, gdyż miałem przyjemność rozmawiać z nim dwa razy, za każdym razem zachwycając się jego rozsądkiem i umiarkowaniem. Do dziś uważam, że drugi z tych wywiadów to najlepsza rzecz, jaką zrobiłem w dziennikarstwie.

Drugi disclaimer: to, co czytacie to druga wersja tekstu. W pierwszej całą książkę przypisałem Wojciechowi Jagielskiemu. Tymczasem autorką rozdziału o Kamal jest jego żona – Grażyna (nota bene: autorka świetnej książki “Korespondent”). To oczywiście mój błąd, ale na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że książka skłania do tego błędu. Na okładce widnieje tylko nazwisko Wojciecha Jagielskiego, a informacja o autorce rozdziału zajmującego około połowy tomu znajduje się tylko na stronie redakcyjnej. W wywiadzie udzielonym “Tygodnikowi Powszechnemu” Jagielski tłumaczy, że Grażyna Jagielska nie chciała być na okładce. W mojej opinii jest to decyzja nie tylko niezrozumiała, ale i wprowadzająca w błąd (np. mnie). Jeżeli bowiem Jagielska rzeczywiście jest pełnoprawną autorką rozdziału “Kamal”, to jest pełnoprawną współautorką książki. Bo napisała jej lepszą połowę.

Koniec disclaimerów.

Skoro więc tak cenię Jagielskiego, a „Na wschód od zachodu” jest jeszcze bardziej autobiograficzne niż „Trębacz z Tembisy”, to skąd we mnie to rozczarowanie, z którym zmagam się od kilku dni? Bardzo trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć.

Tematem najnowszej książki Jagielskiego są hipisi. A w zasadzie ich zachwyt Wschodem, który w latach 60. zaowocował wędrówkami z Europy do Indii – droga lądową, przez Turcję, Iran, Afganistan i Pakistan. Mamy tu czterech głównych bohaterów. „Świętego” czyli takiego właśnie staroszkolnego hipisa, co to trafił do Indii dekady temu i od tamtego czasu spędza w nich większą część swojego życia, bo tylko tutaj czuje się na miejscu. Kulwant Singh to z kolei indyjski Sikh, właściciel hotelu w Delhi, w którym zawsze zatrzymuje się Jagielski. On od dekad obserwuje zachodnich hipisów z zewnętrznej perspektywy i, niespodzianka, wcale nie wydają mu się tacy romantyczni i pociągający. Trzecią bohaterką (dominującą książkę) jest Kamal – Polka, która trafiła do Indii w latach 90. i już w nich została, bo nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. Jagielski czuje się za nią częściowo odpowiedzialny, gdyż w młodości Kamal fascynowała się jego tekstami i to one mogły pchnąć ją w kierunku Wschodu. Ostatnim z głównych bohaterów jest sam Wojciech Jagielski, były korespondent wojenny zderzający wszystkie te wyidealizowane hipisowskie wspomnienia o bezpiecznym Afganistanie, miłujących pokój Indiach i gościnnym Iranie z doświadczeniami człowieka odwiedzającego te kraje głównie po to, by relacjonować rozgrywające się w nich przewroty i wojny. To oczywiście nie wszyscy bohaterowie – jest jeszcze kilku hipisów i kilku lokalsów (chociażby z Kaszmiru), a nawet matka Kamal, korespondentka zachodnich mediów w Polsce, relacjonująca dla nich upadek komuny. Losy ich wszystkich tworzą mozaikowy obraz Indii wyobrażonych i rzeczywistych. Kraju, w którym zakochali się hipisi, a który praktycznie od momentu wycofania się z niego Brytyjczyków bierze udział w jakiejś wojnie (zazwyczaj o Kaszmir). Kraju głęboko uduchowionego, a jednocześnie zachwyconego kapitalizmem, pełnego przedsiębiorczych ludzi, zapatrzonych w bogactwo Zachodu.

Nie będzie żadną niespodzianką, jeżeli napiszę, że Jagielski (z pomocą żony) potrafi słuchać i odmalowywać wielowymiarowe portrety swoich rozmówców. Ale, paradoksalnie, „Gwiazdą” „Na wschód od Zachodu” jest Kamal. To kobieta, której nie potrafię zrozumieć, tak samo jak nie potrafi jej zrozumieć Jagielski. Jest dla niego do tego stopnia nieuchwytna, że rozdział o niej napisała Grażyna Jagielska. Kamal, pochodząca z dobrego domu, przykładna studentka, która odcięła się od wszystkiego, by wieść w Indiach egzystencję na skraju nędzy. A jednocześnie osoba zdająca się być głęboko pogodzona z samą sobą, prawdziwie, egzystencjalnie spokojna, przyjmująca życie takim, jakie ono jest. Jagielska jej nie ocenia. Po prostu opowiada jej historię. Jest przy tym tak empatyczna i subtelna, że trudno nie czuć do niej szacunku – sam pewnie z 10 razy straciłbym cierpliwość do tej kobiety i po prostu na nią nakrzyczał.

Problem w tym, że moja i (jak mi się wydaje) Jagielskich fascynacja Kamal wynika z faktu, iż jest to pochodząca z wyższej klasy społecznej Polka, której wyborów nie potrafimy ogarnąć. Niby nic w tym złego, ale jednak jakoś nieswojo czuję się czytając książkę o Indiach, której niemal połowa poświęcona jest Polce, 1/4 Holendrowi („Święty”), a w pozostałej części znalazło się jeszcze miejsce na Jagielskiego i kilku innych Europejczyków. Same Indie, są tu zepchnięte na trzeci plan. Padają jakieś nazwy geograficzne, ale dowiadujemy się o nich zazwyczaj tylko kilkuzdaniowych oczywistości. Jakby ten ponad miliardowy naród, mogący się pochwalić jedną z najpotężniejszych gospodarek na świecie i bronią nuklearną, był tylko barwnym (w opowieści „Świętego”) lub szaroburym (w opowieści Kamal) tłem dla losów zafascynowanych nim Europejczyków. Jakby wszystkie te wojny w Kaszmirze, pogromy na tle religijnym i przewroty polityczne liczyły się tylko o tyle, o ile komplikowały życie hipisom z Zachodu lub korespondentom wojennym z Polski. Jakby zamieszkiwali go tacy sami ludzi, o których w zasadzie nie warto zbyt wiele pisać, skoro swoją obecnością zaszczycili ich tak barwni Europejczycy.

Mam też bardzo skomplikowany stosunek do tego, jak Jagielski mówi o filozofii swoich bohaterów. Bo niby z jednej strony zdarza mu uwypuklić tę nieznośną płytkość New Age’owego uduchowienia, ale z drugiej strony daje „Świętemu” tyle miejsca w swojej książce, że siłą rzeczy jego spojrzenie staje się dominujące. I często miałem wrażenie nie tyle poznawania drugiego człowieka, co bycia nauczanym (czy lepiej: ewangelizowanym). To wrażenie potęguje styl pisania przyjęty przez autora. Te wszystkie szyki przestawne, melancholijny ton, korzystanie z hipisowskich terminów (zwłaszcza „człowiek odtąd dotąd”), a przede wszystkim ciągłe powracanie do tych samych myśli i mielenie ich innymi słowami – wszystko to skłaniało mnie do drażniącej konkluzji, że ktoś tu stara się mi coś podskórnie przemycić. Jakoś tam mnie przekonać. Choć muszę też uczciwie przyznać, że wrażenie to przycicha w części poświęconej Kamal. Jej los jest tak pogmatwany, a dzisiejsza sytuacja tak skomplikowana, że naprawdę trudno czytać tę sekcję nie kwestionując wciąż własnych uprzedzeń i założeń. Do dziś nie wiem właściwie, co o Kamal myślę. Czy jest szczęśliwa, czy chora? Czy odnalazła spokój, o którym ja mogę tylko pomarzyć, czy po prostu egzystuje na skraju nędzy, a co gorsza, skazuje na tę egzystencję swojego syna? Albo czy w ogóle akceptuję wybór jej ścieżki życiowej i czy ta moja akceptacja ma jakiekolwiek znaczenie, czy nie jest jakąś próbą ideologicznej kolonizacji narzucanej kobiecie, która może kierować swoim życiem, jak chce?

Zwłaszcza, że wyrobienie sobie jakiejkolwiek opinii o Kamal czy „Świętym” komplikuje metoda pisarska Jagielskich. „Na wschód od zachodu” stoi już bardzo daleko od klasycznego reportażu, w zasadzie na terytorium beletrystyki wymieszanej z gonzo dziennikarstwem (rozumianym jako gatunek stawiający dziennikarza w centrum opowieści). Autorzy wchodzą swoim bohaterom do głowy tak głęboko, że wielokrotnie łapałem się na myśli: „niemożliwe, że mu coś takiego powiedzieli, takich rzeczy się po prostu nie mówi”. Owszem, istnieje szansa, że Jagielski jest nie tylko wybitnym reportażystą, ale i doskonałym psychologiem. Istnieje prawdopodobieństwo, że kobieta, która nie mogła się z nim spotkać przez wiele miesięcy, w końcu opowiedziała mu o swoich najskrytszych pragnieniach, przedstawiła najbardziej zniuansowane rozterki, zwierzyła się z najgłębiej skrywanych sekretów, a on tak sprawnie ubrał to w słowa. Być może tak samo szczere rozmawiał z Jagielskim też syn Kamal. Być może później Jagielski idealnie o Kamal opowiedział żonie (bo z wywiadu dla TP wynika, że Grażyna Jagielska z Kamal nie rozmawiała). Tylko, że ja jakoś nie bardzo w to wierzę. Nie zrozumcie mnie źle, Jagielski bardzo uczciwie stawia sprawę – już pierwszy rozdział kończy się symbolicznym zapętleniem, sugerując że bardziej niż na relacjonowaniu prawdy w skali jeden do jednego, zależy mu na znalezieniu jakiegoś klucza do tej opowieści. Uporządkowaniu elementów wyłaniających się z chaosu, odnalezieniu sensu i podsunięciu go czytelnikowi. Ale pytanie: „skąd on to wiedział? czy ona na pewno to powiedziała?” powracało do mnie zbyt wiele razy. Nie dawało o sobie zapomnieć. I przez to Kamal jest dla mnie w równej mierze prawdziwą osobą, co postacią literacką.

Jest za to coś, co mi się u Jagielskiego podoba bezdyskusyjnie i czego bardzo dużo także w najnowszej książce. To pewnego rodzaju zwątpienie w Zachód, wynikające z uczciwego spojrzenia na świat. Jagielski, jak chyba nikt inny w polskim reportażu, potrafi oderwać się od tego irytującego europejskiego egocentryzmu (wynikającego przecież z kolonializmu) i dostrzec wartości innych kultur. Nawet pisząc o talibach zdobywających Afganistan, przedstawia ich uczciwie, pamiętając, że to tacy sami ludzie, jak my, tylko podejmujący inne i inaczej motywowane decyzje. Jagielski – sam przecież pochodzący z Zachodu – jest impregnowany na wielki propagandowe kłamstwo Zachodu. Nie kupuje (i nie sprzedaje) narracji o jego moralnej słuszności. Nie zachwyca się bezrefleksyjnie bogactwem i potęgą. Zamiast tego uczciwie pisze o ludziach, którzy poza bogactwem potrzebują też duchowości. O tradycjach, wierzeniach, wolności, oferowanym wielu podróżnikom na Wschód. Ale jest przy tym uczciwy – tak samo otwarcie pisze o sentymentach w drugą stronę. O wyidealizowanym obrazie Zachodu, który kultywują w sobie Hindusi. O biedzie panującej w Indiach, czy brutalności wielu religijnych dyktatur krajów Wschodu. Obraz świata, jaki buduje Jagielski wydaje się dzięki temu po prostu uczciwy.

Tak, jak już pisałem, mam z oceną „Na wschód od zachodu” olbrzymi problem. Długo byłem na tę książkę obrażony. Drażniły mnie banały i mielizny (skrótowość z jaką opisany jest tu Afganistan jest aż bolesna, jeżeli czytało się wcześniej „Modlitwę o deszcz”). Nie zachwycał język, a widać, że jego szlifowaniu Jagielski poświęcił bardzo dużo uwagi. Ale z drugiej strony nie mogę zaprzeczyć, że jest to książka drażniąca i skłaniająca do myślenia. Już sama pozycja Jagielskiego zmuszała mnie do ciągłego kwestionowania powierzchownych wrażeń, kopania głębiej. Jagielskiemu udało się napisać rzecz bardzo niejednoznaczną, o ludziach, których życiorysy są w równej mierze pociągające i odpychające. Więc koniec końców chyba jednak polecam.

pisał Tomek Pstrągowski

Moje wywiady z Wojciechem Jagielskim: https://ksiazki.wp.pl/bawilismy-sie-zapakami-w-stogu-siana-a-teraz-krzyczymy-olaboga-wybuch-pozar–wywiad-z-wojciechem-jagielskim-6145959182047361a

https://ksiazki.wp.pl/ci-ktorzy-przepywaja-morze-srodziemne-nie-pytaja-nikogo-o-zgode–wywiad-z-wojciechem-jagielskim-6145959186073217a

https://ksiazki.wp.pl/dziennikarz-bierze-odpowiedzialnosc-za-to-czy-jego-osad-sytuacji-jest-wasciwy—wywiad-z-wojciechem-jagielskim-6145957992928897a

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • Miłosz Kowalski

    Tomek, dałbyś radę stworzyć listę polecanych książek Jagielskiego?
    Wiesz, w skrócie opisałbyś o czym one są. Dosyć trudno się odnaleźć w tym co on pisze.

    • Tomasz Pstrągowski

      Hm…. Nie rozumiem w czym trudność szczerze mówiąc:D Ale spoko, opiszę wszystkie, nie ma ich znów tak dużo:

      “Dobre miejsce do umierania” – o Gruzji, Azerbejdżanie i Armenii (szczerze mówiąc słabo pamiętam tę książkę:()
      “Modlitwa o deszcz” – o Afganistanie sprzed 2001 roku, ze szczególnym uwzględnieniem Ahmada Szaha Massuda
      “Wieże z kamienia” – o Czeczeni ze szczególnym nastawieniem na sylwetki Asłana Maschadowa i Szamila Basajewa
      “Nocni wędrowcy” – o Ugandzie i dzieciach żołnierzach na przykładzie Armii Boga prowadzonej przez Josepha Kony
      “Wypalanie traw” – o RPA po upadku Apartheidu, ze szczególny uwzględnieniem miasteczka Ventersdorp, z którego pochodzi Eugene’a Terre’Blanche, rasistowski polityk zamordowany przez dwóch czarnych w 2010 roku
      “Trębacz z Tembisy” – znów o RPA, ale w inny sposób. O pasji 3 osób: Nelsona Mandeli do wolności (i pogoni Jagielskiego za Nelsonem Mandelą), Maake (człowieka, który twierdzi, że wymyślił wuwuzele) pasji do piłki nożnej, i o samym Jagielskim i jego pasji reporterskiej i miłości do RPA
      “Wszystkie wojny Lary” – o matce, Czeczence, której dwóch synów wstąpiło w szeregi Państwa Islamskiego

      Jeżeli chciałbyś od czegoś zacząć Jagielskiego to moim zdaniem najlepsze były “Wieże z kamienia”, później “Modlitwa o deszcz”, później “Trębacz z Tembisy”

    • Tomasz Pstrągowski

      A jeszcze chętnie polecę dwie książki Grażyny Jagielskiej:
      powieść “Korespondent” i quasi-wspomnienia “Miłość z kamienia” o tym, jak Jagielska, z powodu zawodu męża, nabawiła się PTSD i trafiła na leczenie – literacko to nie jest bardzo dobra książka (a “Korespondent” np. jest), ale sam materiał super ciekawy

      • Miłosz Kowalski

        O to mi chodziło, dzięki 🙂

      • Jack

        Również dziękuję, bo udałem się w komentarze z tym samym pytaniem.