Niezatapialni 153

Halo, halo, próba mikrofonu. CZY MNIE SŁYCHAĆ?

Oto, co się dzieje. Odcinek ląduje przed południem. I co, zatkao kakao? Dzie teraz wasze dzie? Ach, no oczywiście „dzie” już było. Ale myślę, że wszyscy się cieszymy, że się udało odcinek trochę wcześniej. Kto wie? Może to się stanie teraz tradycją? KTO WIE?

Tak naprawdę jednak jest o tyle łatwiej, że ja (Domek) jestem na urlopie. Nie takim aktywnym, szalonym urlopie z wyjazdami, podróżami i przygodami. Nie. Wziąłem sobie tydzień wolnego, żeby posiedzieć w domu, polenić się i pograć w gry.

Ależ mi z tym dobrze!

Możecie polecić jakieś giereczki dla człowieka, który przez tydzień ma ZA DUŻO CZASU. Może się nawet jakiś ciekawy materiał z tego urodzi później.

Tymczasem! W odcinku w składzie Iga, Tomek, Dominik rozmawiamy o:

1. Nowym Uncharted (trochę, chociaż bardzo nie chcemy), które ma trailer
2. Hellblade, które ma trailer
3. That Dragon, Cancer – w które grali Tomek i Iga
4. Kentucky Route Zero, w które graliśmy wszyscy, ale Tomek ostatnio i ma rzeczy do powiedzenia

A poza tym jest wiele interesujących dygresji! Ich poznanie zostawię już wam!

Jeszcze jedno – na prośbę / sugestie części z was zrobiłem trochę głośniej tym razem. TERAZ OKEJ?

Heja!


Nasz Patronite z kolei znajduje się o tutaj: www.patronite.pl/Niezatapialni

Właściwie to mamy już dość i nie potrzebujemy więcej, ale jeżeli chcesz nam coś dorzucić, TO PRZECIEŻ CIĘ NIE POWSTRZYMAMY.

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • wielkimistrz

    Bardzo chciałbym odzobaczyć ten filmik “promujący” Patronite

  • Ja chcę galerię o grach dla chłopów!

  • Komar Komarescu

    Komar na wesz.
    Miło się dobrze kojarzyć. 🙂

  • knosu

    Ale wiecie, ze hellblade to indie gierka na 6 godzin mimo darksoulsowego “turlania się”?

  • Sigvatr

    Jak rzuciłem okiem na listę tematów (właściwie to giereczek), to aż musiałem sprawdzić, czy aby nie kliknąłem coś źle, że mi się otworzył jakiś stary odcinek.

  • Cholera, Tomek, Tak bardzo się zgadzam co do That Dragon, Cancer i tej sceny z wyjącym dzieckiem. Bo oczywiście to co Dominik mówi jest prawdą, ta scena pokazuje, że wiara pomogła rodzicom, ale, przepraszam bardzo, tak trochę chuj mnie to obchodzi w tej sytuacji co im pomogło.
    Wiara nie pomogła temu dziecku, bo nawet jeśli może komuś pomóc, to nie komuś, kto jeszcze nie jest w stanie nic zrozumieć. Jeśli ono wyło z bólu, to pomogłaby mu morfina, albo więcej morfiny, albo inne skojarzone leczenie bólu, albo śpiączka farmakologiczna i tego należy się w takiej sytuacji domagać, a nie iść w narrację “musi boleć, ale Bóg Ci pomoże, bo to na pewno ma sens i Bóg ma plan”. Nie musi boleć jak może też nie boleć. Ból nie ma żadnego sensu i wartości sam w sobie.
    W ogóle nie rozumiem trochę tego dlaczego aż tak bardzo narracja na temat raka jest zawłaszczona niemal zupełnie przez rodziny chorych, gdy tak naprawdę powinny istnieć dwie, zupełnie osobne narracje na ten temat, bo bycie chorym to coś zupełnie innego niż bycie rodziną chorego. To są w pewnym sensie przeciwstawne doświadczenia.
    To znaczy rozumiem trochę – bo dla chorych choroba jest zwykle tak zwyczajna, że aż nie warta opisywania, dla chorego choroba to rzyganie, ból i krew z niespodziewanych otworów, a nie mroczne drzewopająki w kosmosie i smoki, w które można rzucać włócznią. To raczej bliscy mają tendencję do tej romantyzacji, prostego (i jak słusznie zauważyła Iga, bardzo przez to problematycznego) symbolizmu i przypisywania chorobie znaczeń, których ona po prostu w ogóle nie ma i które uważam za realnie szkodliwe. Poza tym oczywiście ci chorzy, którzy umarli, nie mogą za bardzo napisać historii o umieraniu, bo nie żyją.
    Zgadzam się też z Igą co do pozostałych dzieci, nie rozwinięto zwłaszcza wątku tego młodszego dziecka – jest śmierć ale jest tez i życie, matka najpierw twierdzi, że nie pokocha tego dziecka, które się urodzi po diagnozie Joela, brakuje mi informacji czy sobie z tym poradziła w końcu i jak. Niektóre z dialogów rodziców z dziećmi wydają mi się trochę kontrowersyjne, ale możliwe, że się nie znam na dzieciach. Bardziej “growe” fragmenty faktycznie wydają się jakieś takie na siłę. Nie wiem, czy ktoś, kto nie ma doświadczenia z chemioterapią jest w stanie zrozumieć sekwencję z wyścigiem po korytarzu, podobnie nie wiem jak ktoś, kto nie wie jak wygląda radioterapia zrozumie o co chodziło z tym lwem i jego rykiem.
    Tym niemniej poza tym jest mnóstwo dobrych rzeczy w tej grze. Podoba mi się niedemonizowanie lekarzy i pielęgniarek, podoba mi się bardzo to, że jesteśmy postacią w grze, którą Joel widzi, bo w ten sposób wiążemy się z nim bezpośrednio, a nie tylko za pośrednictwem ojca.

    A tak całkiem na marginesie: czytam teraz fantastyczną książkę o beznadziejnie pompatycznym tytule “Cesarz wszech chorób” i polecam bardzo serdecznie, fantastycznie przywraca optykę dyskusji na temat raka na właściwsze, moim zdaniem, tory.

    • Komar Komarescu

      TDC miał być historią o dziecku chorym na raka, ale skończyło jako dzieło pomagające walczyć z żalem po stracie dziecka przez ich rodziców oraz szukaniem odpowiedzi na pytanie “dlaczego to się dzieje?”, “czemu akurat nasze dziecko?”. Otwarcie o tym mówił zresztą sam ojciec, odbierając nagrodę za best game of the year 2016, że “Ta gra nie jest tym, czym miała być. (https://www.youtube.com/watch?v=X9D8Hux9IQI).

      Ja mam olbrzymi problem z dziełami tego typu. Traktują one o rzeczach na tyle intymnych, że ktoś, kto nie doświadczył tego osobiście faktycznie nie zrozumie w pełni znaczenia tej gry. Nie zrozumiesz ogromu bólu rodzica, którego dziecko zaraz umrze, a Ty nie jesteś w stanie mu pomóc jeżeli nie jesteś rodzicem. Nie zrozumiesz trudu bliskiej rodziny zajmującej się takim dzieckiem, jeśli sam nie doświadczyłeś tego typu trudu. Ja rozumiem, że duża część osób uważa się za mocno empatycznych, ale nie do wszystkich tematów można podejść na zasadzie teoretycznego “rozumiem cię i Twoją sytuację”.

      Przypomina mi się w tym momencie rant Michała Piwowarczyka na Heavy Rain 10/10 i motyw z graniem na odczuciach rodzica. To jest też tego typu sytuacja: zupełnie inaczej odniesie się do, nawet hipotetycznej, bo przecież cyfrowej, sytuacji zaginięcia dziecka rodzic, a inaczej osoba nie mająca własnych dzieci. Wtedy trochę hejtowałem Michała za brak dystansu, teraz jego i to co mówił rozumiem bardziej

      • Tomasz Pstrągowski

        Ale czy sztuka powinna właśnie tworzyć “pomostów” pomiędzy ludźmi mającymi różne doświadczenia i emocje – tłumaczyć je i przybliżać innym? Przedstawiać w sposób zrozumiały? A nie zamykać się w getcie: “nie przeżyłeś tego, to nie wiesz”. Taka sztuka gettowa to moim zdaniem po prostu artystyczna porażka.

        • Komar Komarescu

          Nie wszystko przybliżysz, bądź wytłumaczysz innym za pomocą sztuki. Nadal odbiorca opiera się na własnym doświadczeniu życiowym i odbiera to co widzi w granicach własnych możliwości. Nie twierdzę, że TDC jest dla jednej grupy odbiorców, a reszta tego nie zrozumie. Odwrotnie – jest dla wszystkich, tylko pewna grupa osób zrozumie, bądź doceni ten utwór w pełni.

          Bo nie oszukujmy się, są tematy, których nie pojmiemy w pełni na czysto teoretycznej podstawie. Takie kwestie jak utrata np jednego ze zmysłów, którejś kończyny (bądź pary/wszystkich), czy temat np. gwałtu możemy zrozumieć i współczuć, ale tego jak w pełni odbiera to osoba, której przytrafiła się jedna z powyższych rzeczy nie ogarniemy “na sucho”.

      • Jepp, taki właśnie jest mój point. Pytanie “dlaczego akurat moje dziecko”, czy też raczej ogólnie “dlaczego akurat my” jest dla mnie reprezentacją wszystkiego, co jest nie tak z ludzkością. To jest najskrajniejszy egoizm. Twórcy TDC znaleźli sobie swoją odpowiedź na to pytanie i ok, niech im będzie, bo widać, że im to faktycznie pomogło i to jest w sumie najważniejsze.
        Dla mnie zdrowsze jest jednak spojrzeć w głąb siebie i zapytać: “ej, a dlaczego nie ja?”. Bo każda odpowiedź na to pytanie sprowadzić się musi do “Bo ja jestem lepszy, inny, bardziej wyjątkowy niż wszyscy ludzie, którzy przeżyli to do tej pory”. A to nie jest prawda, to nie może być prawda.
        W każdym razie nie polemizuję z tym, że autorzy tej gry chcieli się podzielić ze mną emocjami, których nie jestem w pełni w stanie zrozumieć, bo nie mam dziecka i podzielili się, przekazali mi te emocje częściowo i ja im za to jak najbardziej dziękuję, bo dobrze jest czuć uczucia. Tylko siłą rzeczy przez inne doświadczenia życiowe ja bardziej empatyzuję z tym dzieckiem niż z nimi i tym samym, moim zdaniem, mam prawo powiedzieć, że to dziecko, które tu niby ma być najważniejsze, ono zostało potraktowane trochę niesprawiedliwie przez sprowadzenie jego całego życia, jego choroby i jego bólu tylko i wyłącznie do roli narzędzia w rękach Boga.
        Edit: chociaż widać, że trochę starają się też z tym walczyć, dlatego Joel mówi do gracza bezpośrednio, dlatego w niebie ma pieska – to mi się bardzo podobało.

  • Łukasz Ruba

    Co do pytania Igi czy żołnierze zostali po tym incydencie zmienieni, odpowiedź brzmi – tak. W niemieckich szeregach Bawarczyków i Saksończyków wywalono na inny odcinek frontu (oraz ukarano za bratanie się) i zamiast ich dano chłopaków z Prus, a oni się niepier… Anglików również zmieniono. Fajnie, krótko i na temat opowiada o tym Irytujący Historyk na youtube, polecam 🙂 Filmik pt. “Najbardziej wyjątkowa Wigilia w historii.

  • Chris Black

    Dzieki za odcineczek!

  • Mateusz Kaczmarczyk

    Ta cała gra o raku wpisuje się według mnie w dyskusję na temat gier jako dojrzałego medium, czy jako medium drugiej kategorii. Gracze oczywiście chcieliby żeby gry były przez wszystkich uznawane za medium pełnoprawne, żeby im dano spokój, etc. Nie mniej jednak przyglądając się tej całej rewolucji growej, którą rozpoczął Braid, aż do teraz trudno nie odnieść wrażenia, że to medium ze względu na swoją specyfikę ma mało szans być PO PROSTU dojrzałym. Jakby na to nie spojrzeć to aby gry były dojrzałe muszą albo mieć w sobie elementy gry akcji, albo być ukryte pod płaszczykiem pastiszu, albo (i tutaj mamy 99% gwarancji na to że nerdy obwieszczą ją najlepszą grą EVAAAR) mieć super depresyjny zwrot akcji (depresyjny albo po prostu tandetnie melodramatyczny). Dlaczego z tym jest jakiś problem? Otóż: Wrzucanie dramatycznego “nie mogłam zobaczyć jak tańczysz w balecie bo NIE MAM OCZU X’-( ” czy nawet konstruowanie całej fabuły wokół tego jest w innych mediach uznawane za tanią sztuczkę. Takie odchudzanie się dla Oscara, albo płaczliwy śpiew w refrenie twojego ulubionego pop-punkowego zespołu. Nie mówiąc już, że najczęściej przypisywane jest telenowelom i harlekinom. Nie jest to niemożliwe, ale super trudno to ogarnąć, zwłaszcza jeśli TEN element fabularny jest rdzeniem, a nie jedynie pobocznym aspektem. Ale nie każda gra to ma. Innym problemem jest to, że gry chyba nie za bardzo potrafią opowiadać historię POPRZEZ medium, a jedynie w przerwach POMIĘDZY medium. Większość dobrych fabularnie gier to strzelanki. Half-life, Deus Ex, Bioshock, etc., albo innego typu gry akcji. Co to oznacza? Ano że gra musi najpierw być tępym bum bum, żeby potem ŁASKAWIE w przerwach być głębokim przemyśleniem. Czasami wręcz muszą posługiwać się innym medium. Fakt istnienia przerywnika FILMOWEGO jest dowodem na to, że gry trochę muszą pytać starszego medialnego brata o pozwolenie do opowiedzenia historii. To samo tyczy się znajdywanych pamiętników i innego gówna. To wciąż inne media w tym medium. A nawet jeśli gra znajduje sposób na opowiedzenie historii POPRZEZ medium, czyli tzw. gameplay, co dla ogromu twórców jest czarną-kurwa-magią, to wciąż musi to robić pod płaszczykiem czegoś innego. Musi jakby ukrywać się z byciem mądrą. Nie do końca traktować się serio, albo coś. Hotline Miami musi być ironiczną retro strzelanką z widokiem z góry, Papers, Please musi być ironiczną retro grą logiczną z widokiem z góry. Braid musiał być klonem Mario i mieć dramatic twist-ending itd. Oczywiście mamy takie Inside, które całkiem nieźle sobie poradziło z tym całym gameplay storytelling. Mamy też Simsy, które nieświadomie mówią nam o monotonii ludzkiej egzystencji przykrytej konsumpcjonizmem. Shadow of the Colossus i Dark Souls też sobie radzą, ale po raz kolejny: jak gra nie jest choć trochę depresyjna albo melancholijna to dupa zbita. Podobny problem zauważyć da się zresztą w komiksach (Strażnicy będący pastiszem komiksu superbohaterskiego, albo Maus będący cały o holocauście). Zastanawia mnie zatem… czy aby Sapkowski nie miał racji?

    • Tomasz Pstrągowski

      Akurat odwoływanie się do tradycji medium, reinterpretowanie tej tradycji i oddawanie jej hołdu (Braid, Strażnicy), to nie jest dowód na niedojrzałość, ale na szacunek dla miejsca, z którego się wywodzi owo medium.

      • Mateusz Kaczmarczyk

        I to jest trochę mój point. Czy gry jako medium aby na pewno są w stanie być po prostu dobrym medium bez trzymania za rękę innego medium, albo innego dzieła kultury? Bardzo bardzo bardzo podobało mi się Spec Ops: The line. Ale to wciąż było przerobione Jądro ciemności opowiedziane w melodramatyczny sposób ze zwrotem akcji na końcu a to wszystko za pomocą przerywników filmowych : /. Bo na przykład krzyżówki, sudoku, kostka rubika, czyli gry logiczne jako medium nie próbują mieć fabuły. Samo słowo GRA oznacza bardziej dyscyplinę sportu niż formę przekazu. Pierwsze gry video to były dosłownie gry. Forma aktywności psychofizycznej. Zastanawia mnie jedynie czy fakt, że od samego początku wprowadzenia do nich fabuły były niczym innym jak interaktywnymi reprezentacjami filmów (Space Invaders, a potem inne Contry) nie pokazuje, że może gra jako medium nie jest w stanie utrzymać sama ciężaru fabuły, a jej artyzm powinien był od samego początku przejawiać się w czymś innym. Pięknie designu, inżynierii dźwięku, perfekcji kodu, etc. Ja osobiście uważam, że Super Mario Bros nie musi mieć fabuły (której umówmy się raczej nie ma, niż ma), żeby uważać ją za dzieło przez duże D.

        • Tomasz Pstrągowski

          Ale napisałeś dużo znaków na temat, którego ja w ogóle nie podjąłem. Po prostu uważam, że odwoływanie się do tradycji medium – nawet jeżeli jest ona niezbyt chlubna czy udana – nie jest dowodem na niedojrzałość.

          • Mateusz Kaczmarczyk

            Spoko.

    • Trochę się nie zgodzę. Nie wiem, czy grałeś w That dragon, cancer, ale tam są momenty, gdy gra próbuje opowiedzieć historię poprzez gameplay. Jest taki moment wyścigu, w którym zbiera się kulki chemioterapii i jest tak radośnie i kolorowo, a potem momentalnie wpadasz w ciemny pokój i usiłujesz się dowiedzieć, czemu chemiotrapia została przerwana. Tu teoretycznie masz moment, gdy dobra zabawa wprawia Cię w dobry nastrój (bo chemia daje nadzieję na wyleczenie), z którego coś Cię nagle wyrywa. To by zadziałało, tylko że to sam gameplay jest beznadziejny i dlatego nie wprawia Cię w prawidłowy nastrój, poza tym dla gracza nieznającego nazw chemii może to być niezrozumiałe. Tym niemniej ta gra czasam próbuje zrobić to, co Twoim zdaniem niemożliwe i opowiedzieć smutną historię poprzez gameplay. Tylko prawdopodobnie zabrakło umiejętności, i przemyślenia i przetestowa nia tegoż gameplayu. Tym niemniej moim zdaniem trochę nieudana próba nie jest dowodem, że się nie da tego zrobić, a raczej pewnym jednak krokiem w dobrą stronę.

      • Mateusz Kaczmarczyk

        No niestety, ale That dragon jest dla mnie akurat przykładem tandety w medium growym. Oczywiście ciężkie jest krytykowanie takiego tematu, ale właśnie to jest jeden z aspektów. Jak napiszesz kiepską książkę, to ludzie mają cię za grafomana, ale jak na zaznaczysz, że ta książka to twoje wspomnienia z walki z bulimią to automatycznie co? Stałaś się mniejszym grafomanem? Dla mnie nie. Na odwrót. Dzieło staje się jeszcze gorsze. Bo jedyne co musiał taki ktoś zrobić, to spisać swoje doświadczenia i nawet TO mu nie wyszło. Nie chciałbym jednak popadać w skrajność. Każda gra jest mieszankom dobrego i złego. Nie uważam, że żadna gra nigdy nie zrobiła absolutnie nic. Do pewnego stopnia każda opowiada historię gameplayowo, bo w końcu chodzę po jakiejś tam lokacji i jestem tym żołnierzem. Wiem, wiem, emocje są motorem napędowym każdej historii. Bez nich powieści nie różniłyby się od podręcznika do trygonometrii, nie mniej jednak stawiając sprawę krótko: twórcy growi, poza chyba czterema gościami, nie potrafią napisać ambitnej fabuły w grze, żeby nie była o smuuuuteeeczkuuuuuuuuu. Bo jak nie to, no to dostajemy tępą jak but i prostą jak cep historyjeczeczeńkę rodem z Gears of War. To tyle jeśli chodzi o emocjonalność w świecie gier.

        • Komar Komarescu

          Powiedz mi, jak oglądasz film dokumentalny, to przejmujesz się montażem, udźwiękowieniem i grą aktorską? Bo chyba oczekujesz od TDC czegoś, do czego ta gra nie została stworzona.

          • Mateusz Kaczmarczyk

            Kurde, raczej że się przejmuje : ). No nie mów, że 6 godzinny dokument o Płaskiej Ziemi zrobiony przez jakiegoś gościa na Youtube i choćby materiały HBO to dla ciebie jedno i to samo. Co więcej, nagrody np. Oscary dawane są dokumentom nie za podejmowanie tematu, tylko umiejętność stworzenia na jego podstawie dobrego dzieła dokumentalnego. Nagroda Pulitzera rzadko kiedy przyznawana jest artykułom, które jako pierwsze podjęły jakiś temat, albo podjęły go najdokładniej czy coś tylko tym, które zrobiły to po prostu najlepiej. Liczy się nie tylko to, że pojechałeś do Iraku, ale też to jak dobrze opisałeś to, co zobaczyłeś. Jakość się liczy, jakość.

        • Poruszasz tutaj jakby dwie rzeczy:
          Uważasz, że TD,C należałby uznać za marne dzieło, jeśli nie towarzyszyłaby mu informacja, że jest to oparte na prawdziwych przeżyciach twórców. Nie do końca się tu zgodzę. Oczywiście, jest tam wiele okropnych klisz melodramatycznych, rak jako mroczne czarne cosie, metafora tonięcia, walka ze smokiem i cała ta upiorna wręcz modlitwa na koniec. Ale jest też sporo dobrych momentów, jak właśnie wspomniana przez Igę scena bezsilności, moment w którym odkrywasz jak dużo jest tych kartek, myśli lekarza w momencie dowiadywania się… Chyba, że chcesz mi powiedzieć, że prawdziwe smutne historie o chorobie bliskich są generalnie dla Ciebie tandetą niewartą opowiadania, no to tego nie rozumiem.

          Twierdzisz, że oceniamy dzieła autobiograficzne przez inny pryzmat niż dzieła nieautobiograficzne. Masz oczywiście rację, tylko nie wiem, czy trzeba z tym walczyć w imię jakiejś źle pojętej obiektywności. Informacja, że historia opisana w TDC jest historią prawdziwą, w oczywisty sposób powoduje, że gracz zadaje obie głównie pytania o emocje: co czuli ci ludzie, co ja bym czuł na ich miejscu. Ich głównym celem nie było zrobienie dobrej gry, tylko podzielenie się z innymi ludźmi tymi niezwykłymi emocjami, które wielu osobom są nieznane i to im się w dosyć dużym stopniu udało i to tez jest ważne, a nie tylko sama jakość gry jako dzieła kultury. Jak słusznie zauważa Komar, film dokumentalny ma głównie przekazać informacje, a ta gra miała głównie wyrażać prawdziwe emocje i nie ma sensu oceniać jej z pominięciem tej informacji.

          • Mateusz Kaczmarczyk

            Nie no, sam miałem nawet podać jako przykład dobrego smutnego dzieła dzienniki Anne Frank. Nie uważam, że TD.C to najgorsza gra ever fuj fuj. Albo że smutne tematy są dla frajerów. Po prostu zauważyłem kiedyś oglądając recenzje i eseje growe na Youtube, że gra ma plus miliard do zajebistości jak tylko ma smuteczek i że konsumenci tego medium nie widzą w tym problemu. I to drugie jest moim problemem. Choć może rzeczywiście subtelność nie jest w cenie. Może rzeczywiście ludzie potrzebują przesady, żeby coś zrozumieć. Może John Doe miał rację. Nie popadajmy jednak w przesadę. Melodramatyczność to jedynie jeden z elementów z którymi mam problem w medium growym.

  • Woroq

    No! W końcu udało mi się wpłacić na Waszego patrona 🙂 pozdro szacun ; )

    • Dominik Gąska

      PIONA o/

  • Sigvatr

    @Tomku, mam nadzieję, że żartowałeś kiedy mówiłeś, że neoliberalizm jest powodem dla którego sobie ufamy…

    • Tomasz Pstrągowski

      Neoliberalizm jest powodem nieufności społecznej – to mówiłem. A przynajmniej to chciałem powiedzieć, jeżeli mnie zagłuszyło, czy się przejęzyczyłem, to przepraszam 🙁

      • Sigvatr

        Nie, to ja przy pisaniu zgubiłem “nie”, tak więc przepraszam za małe zamieszanie.

        A teraz do sedna: czyś ty z byka spadł? ludzie nie ufali sobie na długo przedtem, jak ten wielki czarny prostopadłościan dał nam rozum.

        A ni za komuny jakoś nie kwitło społeczne zaufanie, ani teraz nawet nie jest szczególnie małe. Niech ci twoje poglądy politycznie nie przyćmiewają myślenia. Czego sobie i wszystkim życzę.

        • Tomasz Pstrągowski

          Nie no, oczywiście, że nieufność to jest głęboki i skomplikowany temat. Ale zwróć proszę uwagę, że w samym sercu neoliberalizmu tkwi nieufność społeczna – wieczna konkurencja, kult dorabiania się, indywidualizm, parcie do bycia najlepszym, uwolnorynkowienie wszystkiego, stawianie na jednostkową filantropię a nie zorganizowaną pomoc od społeczeństwa (państwa). i tak, w porównaniu z totalitarnym reżimem, jakim jest komunizm, neoliberalizm nie wypada tak źle. ale znamy też inne porządki społeczne – np. socjaldemokrację. nieufność społeczna w socdemokracji wciąż problemem, ale przynajmniej takim, któremu próbuje się przeciwdziałać, zamiast go pogłębiać;)

          • Sigvatr

            Bardzo dziwnie patrzysz na ten neoliberalizm. Ignorujesz fakt, że żeby robić interesy potrzeba ufać sobie nawzajem. Bez zaufania, ludzie wymieniali by jedynie szybko przedmioty z ręki do ręki. Zaufanie społeczne istnieje w naszej gospodarce. I nawet im więcej, tym lepiej. Czasem aż do ekstremum, np. sklep przyjmujący nawet najgłupiej umotywowane zwroty. Wieczna konkurencja to mechanizm wolnego rynku, który gwarantuje jakość usług. Dorabianie się też nie jest takie złe. Jak człowiek ma za co zjeść, odziać się, i generalnie ma jakieś widoki na lepszą przyszłość, będzie bardziej skłonny pomagać innym.

            Swoją drogą: najsłynniejsze socjaldemokracje w Europie, są niestety wolnorynkowe. No i jak niby próbuje przeciwdziałać braku zaufania społecznego? Chyba nie wskoczysz mi tu propagandą (jako zjawiskiem znanym nam z lekcji historii, nie że będziesz rzucał hasła)?

            BTW.: poczytaj Machiavelliego (@Iga: żebyś miała czym się odgryzać za Oxenfree)

          • Tomasz Pstrągowski

            Z mojej perspektywy to ty b. naiwnie patrzysz na neoliberalizm – bo dla mnie neoliberalizm to jest właśnie najgorsza odmiana wolnorynkowego kapitalizmu. Taka, która nie premiuje zaufania, ale agresywne monopole. Zgadzamy się chyba co do faktu, że rynek powinien być w pewnym stopniu wolny, jednak neoliberalizm ma do tej wolności podejście niemal darwinistyczne, zgodnie z którym wygrywa zawsze najsilniejsi, państwo powinno się wycofać z rynku (a najlepiej w ogóle z gospodarki), każdy sobie rzepkę skrobie, cwaniactwo popłaca, a ten kto ufa, jest głupcem.

            Socjaldemokracja próbuje budować zaufanie społeczne poprzez angażowanie obywateli w budowanie państwa i wspólną, odpowiedzialną opiekę nad najsłabszymi. Zgodnie z tą filozofią ci, którym udało się bardziej, są odpowiedzialni za tych, którym udało się mniej, a państwo gwarantuje wszystkim równe traktowanie, uczciwe warunki i działające usługi (tak, piszę o modelu idealnym).

          • Sigvatr

            Wątpię, abym patrzył naiwnie na neoliberalizm, bo jak na razie atakujesz wszystkie odmiany wolnorynkowej ekonomi. I to właśnie próbowałem ci przekazać. No ale zostańmy przy neoliberalizmie. Czy jest to wręcz przepełniony zaufaniem społecznym system? W końcu główna doktryna głosi, aby pozwolić działać wszystkim ludziom, bo polityki i podatki to jedynie przejawy niezaufania rząd do swoich obywateli. Tym samym to socjaldemokracja jest tą złą (bo “kontrola najwyższą formą zaufania” :D). Nawet do tego dzielenia się, trzeba zmuszać tych obywateli. Ot widzisz, mała zmiana perspektywy, twoje ostatnie zdanie powiedzieć mógłby spokojnie wypowiedzieć zapluty korwinista (tyle, że podmieniłby “socjaldemokracja” na “prawdziwie wolny rynek”).

            Swoją droga, nawet sam Korwin nie neguje idei istnienia państwa i podatków w ogóle. No i według Darwina to nie najsilniejsi wygrywają (tak, wiem, miałeś na myśli tę pseudonaukę: darwinizm społeczny).

            To może powtórzę moje zarzuty wobec twojej postawy: zaufanie społeczne nie wynika z systemu ekonomicznego. Choć pewnie żadna skrajność nie powoduje jego budowania.

          • Tomasz Pstrągowski

            Oczywiście chodziło mi o ten kretyński darwinizm społeczny;) Korwin neguję ideę istnienia państwa i podatków w ogóle. Akurat Korwin tak – bo jest idiotą, wiem, że inni liberałowie, nawet skrajni, są mądrzejsi (nietrudno być mądrzejszym od Korwina). I owszem, nie mówi tego wprost w swoich wystąpieniach, ale to wynika z tego, co mówi.

          • Sigvatr

            On chce ograniczenia roli państwa i redukcji podatków, ale nie ich likwidacji. Np. finansował by państwową armię. Nie wiem jak policję, ale armię na pewno. To akurat jasno mówi. On ma wiele głupich pomysłów, nie dodawaj mu jeszcze ekstra.

  • Splendorius

    Jeśli na serio masz za duzo czasu na granie to polecam elona plus(od razu polecam doinstalowac moda: elona custom). Rogalik(bez permadeath, no chyba ze wybierze sie taki tryb) z mnostwem opcji i z interfejsem z którym nie trzeba walczyc. Wciaga

    Sam juz kiedys slyszalem o elonie ale do zagrania sklonil mnie w koncu ten film: https://www.youtube.com/watch?v=Y9gOQxHX83E

    Serio polecam. A jak masz BARDZO duzo czasu to zawsze jest dwarf fortress.

  • Splendorius

    Własnie znalazlem jedną z bardziej intrigujacych rzeczy.

    Na steamie pojawiła się gra Grimoire : Heralds of the Winged Exemplar, ale ja nie o tym. Bardziej interesujaca jest postac tworcy owej gry: Cleve Blakemore.

    np:
    1)skrocona historia jego postaci(https://www.reddit.com/r/OutOfTheLoop/comments/6rkhf4/can_someone_give_me_a_history_of_grimoire_winged/)

    >See, Cleve used to go on Usenet back in the day and regale us with stories about the coming race wars in America, how he once defeated an entire gang of Mexican thugs in the L.A. riots, and how he’s actually descended from Neanderthals and hence is like an ubermench to us puny Homo Sapiens.

    2)update do
    gry(http://steamcommunity.com/games/650670/announcements/detail/1444946018259466626)

    >Sapiens thinks if you have a clinically tested IQ of 183 it means you’re better at solving the jumble in the newspaper. This is what Sapiens actually believes.

    3) i na koniec jego blog http://vault-co.blogspot.com/

    Jezeli to troll to dobra robota.

  • Akmotmahcok

    Wpadłem na pomysł jak rozwinąć nasze ,,Uniwersum” Niezatapialnych. Można by na waszej stronce stworzyć zakładkę ,,wspólne granie” W tejże zakładce każdy z Nas mógłby dodawać/proponować jakąś giereczkę i każdy mógłby tam zostawić swój nick cobyśmy mogli odnajdywać się z ziomeczkami z grupy w różnych gierkach. Jak ktoś nie ma kolegów do grania to zawsze lepiej móc grać z kimś z kim mamy jakiś wspólny łącznik niż z totalnymi randomami. Nie wiem czy da się to wykonać ale myślę, że to nawet ciekawe urozmaicenie. Moglibyście czasem wrócić do odcinków tematycznych i zachęcać Nas bardziej do dyskusji, stawiać nam pytania itp. Postawcie na większą integracje ze swoimi słuchaczami na swojej stronce, może jakieś forum? Muszę się Wam do czegoś przyznać. Może to trochę dziwne, ale jak was słucham to mam wrażenie jakbym ustawił się z prawdziwymi kumplami tylko nie mógł w żaden sposób z wami się komunikować. Jak taki przegryw na imprezach co tylko słucha jak ,,Ci fajniejsi” gadają. Pozdro!

    • Jest grupa na Facebooku. https://www.facebook.com/groups/162010820628/ – trudno mi sobie wyobrazić większą integrację ze słuchaczami niż tam.

      • Akmotmahcok

        Nie no wiem o tej grupie. Już w niej jestem. Ale nie ma tam tego o czym pisałem. Nie wiem czy w jakiś atrakcyjny sposób da się stworzyć taką bibliotekę graczy, gdzie każdy mógłby znaleźć jakiegoś niezatapialnego nieczyściocha do swojej ulubionej gry albo zgłosić chęć grania w konkretny tytuł.

        • Odniosłam się tutaj do propozycji “Postawcie na większą integracje ze swoimi słuchaczami na swojej stronce, może jakieś forum” – trudno oczekiwać, że wszyscy, który piszą na fecebooku będą tez pisali na forum na stronie.
          A jeśli chodzi o umawianie się na gry – były takie próby na https://www.facebook.com/groups/439195946128583/ ale mnogość platform i gier chyba nie sprzyja takiemu umawianiu się.

    • Sigvatr

      Jest też (albo była) grupa na Steamie.

  • Adrian Kru

    Uwaga, piszę.
    A dawno nie pisałem komentarza 😛
    Jesteście najlepszym polskim podcastem o grach i w ogóle:)
    Uwielbiam Was słuchać. Teraz jak jest sezon ogórkowy tylko na Was mogę liczyć i się nie zawiodłem na Was nigdy 🙂
    Pozdro dla Was niezatapialni 🙂

    • Tomasz Pstrągowski

      “tylko na Was mogę liczyć i się nie zawiodłem na Was nigdy” – tato… to ty?

      • Adrian Kru

        Fajnie mi się trafiło ostatnio, słuchałem podcastu: 153-ciego i jak przesłuchałem pojawił się 154-ty.
        Znowu najlepszy skład pod słońcem 🙂

  • Woroq

    Gram w Hellblade. Jak się cieszę, że ta gra to zupełnie coś innego niż przewidywaliscie 🙂