Tomasz czyta: “Gnat”

Gdybym miał te 7-12 lat, polskie wydanie „Bone” byłoby najlepszym, co mnie w życiu spotkało. „Gnat” ma w sobie bowiem wszystko, czego Tomek w tamtym okresie oczekiwał od popkultury. Poprowadzoną z rozmachem fabułę, która zaczyna się niewinnie, a rozwija w kierunku pełnowymiarowego “Władcy Pierścieni” (co najmniej), zabawne, świetnie skonstruowane postaci, mnóstwo akcji i bohaterkę kobiecą taką, że klękajcie narody.

Ale od początku. Rysowany przez Jeffa Smitha „Bone” (polski tłumacz – Jacek Drewnowski – odwalił kawał dobrej roboty i przetłumaczył to na Gnat, przetłumaczył też większość nazw własnych i ani jedna nie brzmi głupio) to jedno z arcydzieł amerykańskiego komiksu dla nieco starszych dzieciaków. Wydawana przez 13 lat seria ostatecznie liczyła sobie ponad 1300 stron i zdobyła cała masę najróżniejszych nagród, na czele z 10 nagrodami Eisnera i 11 Harveyami (sic!). Z pewnych źródeł wiem, że Egmont od dawna nosił się z polskim wydaniem, ale w kraju nad Wisłą porywać się na rzecz, która powinna się ukazać co najmniej w 10 tomach, to jest niezłe ryzyko, więc sprawę przeciągano. Ostatecznie ujrzymy bardzo uczciwe wydanie 3-tomowe, którego każdy tom to cegła na ponad 400 stron.

O czym jest „Gnat”? Z początku wydaje się, że to rozpisana na większą fabułę gazetowa seria, o trzech sympatycznych, acz stereotypowych Gnatach (ludzikach wyglądających jak kości) – dzielnym Chwatem Gnatem, głupim Chichotem Gnatem i chytrym Kantem Gnatem. Ale Gnaty już na samym początku trafiają do tajemniczej krainy wprost z historii fantasy. I zaczynają dziać się smoki, potwory, księżniczki, wielkie wojny, tajemnicze sny i cała reszta tego, co dzieje się w historiach pokroju „Władcy Pierścieni”, „Willow”, „Opowieści z Narni” i w innych „Harrych Potterach”.

To co najbardziej podobało mi się w „Gnacie” to idealna równowaga pomiędzy naprawdę poważną sagą fantasy a autentycznie śmieszną historią o ludzikach, przypominających kości. Smith bardzo płynnie zmienia konwencje, czasami przeskakując pomiędzy nimi praktycznie ze strony na stronę. Pomagają mu przy tym postaci i to, że wykorzystuje je w sposób wymykający się schematom. Zazwyczaj to zwykli ludzie trafiają do przedziwnego komiksowego świata fantasy. Tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana. Gnaty wyglądają i zachowują się, jak postacie z gazetowego stripa, ale to właśnie one są „tymi normalnymi”. Gnatowo, z którego pochodzą (a które nigdy nie pojawia się w komiksie), to w miarę współczesna metropolia, borykająca się z lokalnymi wyborami czy przekrętami finansowymi. Z kolei magiczna dolina idealnie pasowałaby do stereotypowej opowieści o smokach i mieczach, ale zamieszkana jest przez normalnych ludzi. Takich z układem kostnym i twarzami.

Niestety wyraźnie widać, że Smith lepiej radzi sobie w cartoonowo-stropowej stylistyce. O ile Gnaty to cudownie witalne, ruchliwe postacie, które praktycznie na każdym kadrze robią coś zabawnego i nigdy nie wyglądają niezręcznie, to postaciom ludzkim zdarza się wypaść pokracznie. To rzuca się w oczy zwłaszcza w przypadku Zadry – wspaniałej, pierwszoplanowej bohaterki kobiecej; silnej i samodzielnie myślącej dziewczyny, do której wzdycha Chwat Gnat (przy okazji: to cudownie napisany, niewinny romans, którego „pikantne sceny” rozgrywają się zawsze pomiędzy kadrami). O ile na większości kadrów Zadra wygląda dokładnie tak, jak powinna, to niestety czasem wypada zupełnie źle, nienaturalnie, jakby Smith nie do końca radził sobie z jej mimiką i anatomią.

Gdybym miał te 7-12 lat, „Gnat” byłoby najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Mam lat nieco więcej, ale i tak czytało mi się to świetnie. Bardzo polecam.

Podoba Ci się? Podziel się z innymi.
  • sied

    Zacząłem ostatnio czytać trochę więcej komiksów. Kiedyś sięgałem tylko sporadycznie po krótkie i zamknięte serie superbohaterskie ale chciałbym teraz ogarnąć coś więcej. Poleciłbyś jakieś książki od których mógłbym zacząć “znanie się” na komiksie?

    • Tomasz Pstrągowski

      Pracując jeszcze w WP przygotowaliśmy taką graficzkę, którą bardzo polecam:)

      https://uploads.disquscdn.com/images/0f3541343d5ffc52c743c669ea5a0922b3faab90dc93c0f6dadcd39201862780.jpg

      • sied

        znam i odhaczam powoli pozycje ale chyba źle sformułowałem pytanie. Chodzi mi bardziej o literaturę o komiksie. Coś żeby ogólnie bardziej zrozumieć to medium.

        • Tomasz Pstrągowski

          Hej. To przede wszystkim: “Zrozumieć komiks” Scott McCloud, “Komiks: świat przerysowany” Jerzego Szyłaka i “Zgwałcone oczy” tegoż (niby to o pornografii w komiksie, ale tak naprawdę o tym, jak czytamy komiksy etc.), “Sztuka komiksu” K. T. Toeplitz, “Wprowadzenie do kognitywnej poetyki komiksu” Paweł Gąsowski, “Powieść graficzna. Leksykon” pod red. S. J. Konefała i “Z teorii i praktyki komiksu” Wojciech Birek

          • sied

            super, dzięki wielkie <3